poniedziałek, 15 czerwca 2020

O LOKALNOŚCI BURZ SŁÓW KILKA


Wkroczyliśmy na dobre w sezon burzowy. Już w zeszłym tygodniu burze sporo narozrabiały w naszym kraju, a wygląda na to, że za kilka dni znów się pojawią i stworzą zagrożenie, przede wszystkim ze względu na intensywne opady deszczu.
Co roku, kiedy przez Polskę przechodzą burze, nie brakuje negatywnych komentarzy dotyczących rzekomej niesprawdzalności prognoz burzowych. Było tak też kilka dni temu, kiedy mieliśmy okazję przeczytać masę komentarzy dotyczących tego, że z zapowiadanych burz nic nie wyszło. Co tam, że zalany został Gorzów Wielkopolski czy Otwock, co tam, że przez centrum Krakowa przeszedł niszczący microburst, a koło Bielska-Białej trąba powietrzna. Zdecydowana większość ludzi myśli, że jeżeli burza jest zapowiadana, ona ma przejść centralnie nad naszymi głowami. Rzeczywistość to jednak inna bajka. Posłużę się tutaj przykładem Krakowa. Pewnie słyszeliście o burzy, która przetoczyła się nad miastem w sobotę. Jej czas życia wyniósł kilkanaście minut, bowiem komórka powstała w granicach miasta i zanikła jeszcze nad miastem. Na powyższym skanie radarowym widać, że objąć była ona w stanie tylko ścisłe centrum Krakowa. Podczas, gdy tam pojawił się groźny microburst, osiągający w porywach aż 120 km/h, to w pozostałych dzielnicach miasta świeciło słońce. Widać to na poniższym filmie. Kiedy kamera, przed 20. sekundą, przesuwa się w prawo, widoczne jest niemalże bezchmurne niebo.
Takich wybitnie punktowych burz w skali roku pojawia się mnóstwo. Powyższy przykład jest wymowny, jako że dotyczył dużego miasta, a burza była gwałtowna i silna. I mamy teraz sytuację, w której zjawiska były prognozowane i rzeczywiście wystąpiły, ale na niewielkim obszarze. Nikt nie był w stanie przewidzieć, że ta nawałnica powstanie akurat nad centrum Krakowa. Dlatego tak ważne jest, aby oprócz czytania prognoz, w przypadku zagrożenia burzami na bieżąco śledzić detektory i radary, a nie zajmować się wytykaniem błędów, które wynikają z niewiedzy.

Na koniec kilka statystyk - rocznie wydajemy ok. 100-120 prognoz burz, z czego w większości z nich uwzględniamy południową część kraju, która jest najbardziej burzowym regionem. To oczywiście nie oznacza, że pioruny np. w Krakowie czy Katowicach przecinają niebo przez 60-70 dni w roku. Średnio, w południowej Polsce mamy, wydawać się może "zaledwie" 20-30 dni z burzą, a w Tatrach 35 dni. Mało tego - do dnia z burzą zlicza się również burze odległe, czyli takie, które nas mijają - możemy np. usłyszeć grzmot, zobaczyć ciemną chmurę, ale nie odnotować żadnego opadu. Wychodziłoby więc na to, że burze z krwi i kości, kiedy mocno leje, wieje i grzmi, to nawet na południu kraju ledwie kilkanaście przypadków w roku, a w głębi kraju, gdzie burz jest zwykle mniej, takich burz mamy raptem kilka. Tej dużej dysproporcji pomiędzy rzeczywistą a prognozowaną liczbą burz winna jest właśnie ta ich lokalność i brak możliwości przewidzenia miejsca ich dokładnego wystąpienia.

ZAKAZ KOPIOWANIA BEZ ZGODY ADMINISTRATORÓW STRONY.
 Wszelkie prawa do wykresów i opisów są własnością właścicieli bloga - kopiowanie całości lub jakiejkolwiek części bez zgody administratorów to naruszenie praw autorskich zgodnie z ustawą o ochronie praw autorskich i własności intelektualnej

FILMOWA PODRÓŻ PO NIESAMOWITYCH MIEJSCACH

Komentarze