Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 października 2015

PRZEZ GLOBALNE OCIEPLENIE ŻYCIE W ZATOCE PERSKIEJ MOŻE STAĆ SIĘ NIEMOŻLIWE


Jak wynika z badań, które przeprowadzili uczeni z MIT i Loyola Marymount University, państwa położone nad Zatoką Perską już dziś muszą przygotować się do przyszłych ekstremalnych temperatur - jeśli emisja CO2 będzie wciąż na takim samym poziomie. W przeciwnym wypadku Katar, Bahrajn, ZEA, Arabia Saudyjska, Kuwejt i Iran przestaną nadawać się do życia.

Wyniki badań, które pojawiły się na łamach czasopisma Nature Climate Change wskazują, że do końca obecnego wieku temperatura nad Zatoką Perską będzie sięgać nawet 77 stopni Celsjusza i będzie utrzymywać się przez co najmniej 6 godzin, co w połączeniu z wilgotnością będzie wręcz zabójcze. Jeden z autorów symulacji, Elfatih Eltahir, porównał przyszłe warunki, jakie mogą wystąpić w tym regionie, z efektem sauny.

Przewiduje się, że fale upałów będą nieznośne zarówno dla osób starszych i schorowanych, jak i tych zdrowych, które pracują na zewnątrz. Ludzki organizm nie będzie w stanie normalnie funkcjonować w takich warunkach i zwiększy to ryzyko udaru lub zgonu.

Sytuacja będzie o wiele lepsza w specjalnych, klimatyzowanych miastach. Wiemy że Zjednoczone Emiraty Arabskie obecnie pracują nad projektem, który pozwoli kontrolować temperaturę i wilgotność powietrza w Dubaju. Jednak jeśli państwa nie zdążą przystosować się do nowych warunków, ludzie będą musieli po prostu opuścić ten region i poszukać innego miejsca do życia.

Źródło: zmianynaziemi.pl
http://www.huffingtonpost.com/entry/parts-of-persian-gulf-could-be-too-hot-for-humans-by-centurys-end_562e8d32e4b00aa54a4ac233

poniedziałek, 26 października 2015

ŻYCIE NA ZIEMI POWSTAŁO WCZEŚNIEJ, NIŻ SĄDZONO?


Powstanie życia na Ziemi jest do dzisiaj nierozwiązaną zagadką. Nikt po prostu nie wie, jak z materii nieożywionej udało się wykrzesać zdolność samoorganizacji i przetrwania. Okazuje się jednak, że życie mogło powstać znacznie szybciej, niż sądzono dotychczas.
Naukowcy opowiadają o powstaniu życia w sposób bardzo ogólny, bo każdy kto jest realistą wie, że nikt nie wie, jak do tego doszło. Według ostatnich badań życie znalazło się na Ziemi praktycznie chwilę po tym, gdy powstała nasza planeta.
Dotychczas sądzono, że życie powstało na Ziemi zupełnie spontaniczne i przyczyniła się do tego specyficzna sytuacja w której Księżyc, poprzez wywołanie ruchu pływowego spowodował, że wczesne oceany stały się inkubatorem życia. Inne teorie zakładały, że życie powstało we wszechświecie i przybyło na Ziemię podczas któregoś z licznych zderzeń wczesnej Ziemi z kometami.
Poprzednio naukowcy przekonywali nas, że najwcześniejsze ślady obecności życia na Ziemi to około 3,8 mld lat, ale niedawno w Australii odkryto kryształy cyrkonu, których wiek jest szacowany aż na 4,1 mld lat i są tam niezbite dowody wskazujące na to, że życie na Ziemi istniało na pewno nawet 300 milionów lat wcześniej, niż uważali to naukowcy.
Źródło: zmianynaziemi.pl

sobota, 17 października 2015

ODKRYTO METODĘ NA DŁUGOWIECZNOŚĆ CZŁOWIEKA

Po wielu latach badań, naukowcy ze Stanów Zjednoczonych odkryli metodę, która zapewni człowiekowi długowieczność. Badacze zidentyfikowali konkretny gen, który można usunąć z organizmu, co pozwoli wydłużyć jego życie aż o 60%.

Odkrycia dokonano w kalifornijskim Buck Institute for Research on Ageing oraz na Uniwersytecie w Waszyngtonie. Badania trwały w sumie aż 10 lat - uczeni do swoich eksperymentów wykorzystali ponad 4,5 tysiąca szczepów drożdży i usuwali poszczególne geny, aby wykryć te, które mają wpływ na starzenie się. Ostatecznie udało się zidentyfikować 238 takich genów.

Naukowcy zwrócili szczególną uwagę na jeden konkretny gen - LOS1 - który wpływa na spożycie kalorii i ma znaczący wpływ na długowieczność komórek drożdży. Jego usunięcie powoduje wydłużenie życia o 60%. Zresztą już od dawna wiadomo, że samo ograniczenie spożycia kalorii jest kluczem do dłuższego i zdrowszego życia.

Większość odkrytych genów jest obecnych u ssaków. Naukowcy mają nadzieję, że po ich usunięciu ludzie będą mogli żyć dłużej, jednak na dzień dzisiejszy autorzy badań nie planują prowadzić takich eksperymentów na człowieku. 

Wyniki badań zostały opublikowane w czasopiśmie Cell Metabolism.

Źródło: zmianynaziemi.pl/tylkonauka.pl

środa, 17 czerwca 2015

NAUKOWCY ODKRYLI, DLACZEGO DINOZAURY NIE CHCIAŁY ŻYĆ NA RÓWNIKU

Źródło: freeisoft.pl
Naukowcy od dawna zastanawiali się dlaczego podczas późnego triasu tj. 237-201 mln lat temu - na równiku zamieszkiwały tylko małe dinozaury mięsożerne, a i to w bardzo małych ilościach. Zaproponowano nową teorię wedle której obszary te nie nadawały się do zamieszkania.
Zanim wsparto ostatecznie zaproponowaną hipotezę dokonano pogłębionych badań naukowych. Przeanalizowano między innymi skład skał Płaskowyżu Kolorado. Powstały one właśnie w późnym triasie. Wtedy płaskowyż ten znajdował się w pobliżu równika, w tym samym miejscu gdzie teraz znajduje się południowa część Indii.
Dzięki analizom uzyskano informacje na temat składu atmosfery i warunków, w jakich zostały utworzone te skały. Wyniki wykazały, że klimat późnego triasu, który panował na równiku, nie był w ogóle podobny do nowoczesnego. Powietrze było bardzo suche, a temperatura zbyt wysoka.
To powodowało częste pożary, które niszczyły roślinność. Ponadto w powietrzu znajdowało się zwiększone stężenie dwutlenku węgla. Według naukowców, te czynniki nie pozwalały na stałą obecność dużych roślinożernych dinozaury w pobliżu tamtejszego równika.
Brak zwierząt roślinożernych nie zachęcała do obecności drapieżników których populacja też była tam znacznie ograniczona. Najnowsze ustalenia na ten temat opublikowano w naukowym czasopiśmie PNAS.
Źródło: zmianynaziemi.pl

czwartek, 30 kwietnia 2015

PROJEKT NExSS BĘDZIE SZUKAĆ OZNAK ŻYCIA POZA UKŁADEM SŁONECZNYM


Źródło: www.sadistic.pl
NASA rozpoczyna nowy projekt poszukiwania życia na egzoplanetach. W ramach Nexus for Exoplanet System Science (NexSS) Agencja chce zgromadzić ekspertów z różnych dziedzin, którzy pomogą szukać oznak życia poza Układem Słonecznym. Połączenie wielu różnych dziedzin wiedzy pozwoli na lepsze zrozumienie, w jaki sposób różne czynniki występujące na egzoplanetach, ich gwiazdach i planetach sąsiednich wpływają na występowanie bądź nieobecność życia.
To projekt, w ramach którego chcemy połączyć wiedzę i doświadczenie najlepszych zespołów badawczych, by określić sposób poszukiwania życia na egzoplanetach. Badania egzoplanet interesują nie tylko astronomów, ale również planetologów i klimatologów - powiedział Jim Green, odpowiedzialny w NASA za wydział Planetary Science.
Kluczem do znalezienia sygnałów obecności życia na egzoplanetach jest zrozumienie, w jaki sposób atmosfera, geologia, oceany, wnętrze planety i jej gwiazda oddziałują na biologię. W ramach NExSS rozpocznie się współpraca na niespotykaną dotychczas skalę pomiędzy specjalistami z zakresu nauk o ziemi, planetologami, fizykami Słońca i astrofizykami. Naukowcy pracujący w ramach NexSS nie tylko będą odpowiedzialni za opracowanie systemowego podejścia do analizy danych dotyczących egzoplanetech. Ich zadaniem będzie też położenie fundamentów pod interpretację danych, które zostaną dostarczone przez misje TESS (wystartuje w 2017 roku), JWST (ma zostać wystrzelony w roku 2018) czy Wide-field Infrared Survey Telescope (WFIRST, to koncepcyjny teleskop, który może trafić w przestrzeń kosmiczną w latach 20. obecnego wieku).
Na czele NexSS staną Natalie Batalha z Ames Research Center, Dawn Gelino z NASA Exoplanet Science Institute oraz Anthony del Genio z Goddard Institute for Space Studes. W projekcie wezmą też udział członkowie zespołów badawczych z 10 uniwersytetów i dwóch instytutów badawczych. Będą wśród nich naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley i Uniwersytetu Stanforda, którzy w ramach grupy „Exoplanets Unveiled” prowadzonej przez Jamesa Grahama skupią się na odpowiedzi na pytanie: „Jakie właściwości systemów egzoplaneternych, a szczególnie ich tworzenie się i ewolucja, mogą potencjalnie wpływać na pojawienie się życia”. Daniel Apai będzie zaś stał na czele zespołu „Earths in Other Solar Systems” z University of Arizona. Będzie on odpowiedzialny za połączenie danych z obserwacji egzoplanet i tworzących się systemów planetarnych z symulacjami komputerowymi i badaniami mikroskopowymi meteorytów, a celem pracy grupy będzie próba zrozumienia, w jaki sposób tworzą się planety podobne do Ziemi i w jaki sposób trafiają na nie niezbędne do powstania życia molekuły zawierające węgiel, tlen, azot i wodór.
Dość podobne zadanie będzie miał zespół z Arizona State University, który pod kierunkiem Stevena Descha określi potencjalną możliwość życia na innych planetach z uwzględnieniem ich chemii. Celem jest opisanie planet pod kątem chemicznym. Badania tej grupy będą istotne dla zespołów modelujących atmosferę egzoplanet.
Kolejny zespół powstanie na Hampton University. Zwany „Living, Breathnig Planet Team” będzie miał za zadanie określić, w jaki sposób utrata wodoru i innych gazów z atmosfery wpływa na chemię planet i warunki na nich panujące. Badania te pozwolą m.in. na opisanie przeszłości i przyszłości Marsa czy Wenus oraz określenie szans na to, że w przeszłości istniało bądź w przyszłości będzie na nich istniało życie. Oczywiście badania takie znajdą przełożenie na egzoplanety.
Na naszym Układzie Słonecznym skupi się zespół Tony'ego Del Genio, który ma za zadanie opisanie jak w czasie zmieniały się warunki na skalistych planetach Układu Słonecznego. Badania będą prowadzone pod kątem warunków pozwalających na istnienie życia. Badania te będą następnie wykorzystywane do wykrywania i charakteryzowania egzoplanet.
Doktor Victoria Meadows stanie na czele zespołu z University of Washington, który – korzystając z tego co wiemy o życiu na Ziemi, z osiągnięć planetologi i astronomii – zbada poszczególne czynniki mające wpływ na zamieszkanie egzoplanet i określi, jakie sygnały mogą świadczyć o istnieniu życia na egzoplaetach.
W NExSS będzie uczestniczyło jeszcze kilka innych zespołów badawczych, które mają m.in. rozwijać metody statystyczne służące do badania egzoplanet, badać wpływ, jaki na egzoplanety ma pył kosmiczny i gaz wokół młodych gwiazd, skupić się na tworzeniu się planet, badać atmosferę gazowych olbrzymów w rodzaju Jowisza, siły pływowe działające na egzoplanety czy udoskonalać metody analizy danych z Teleskopu Keplera.

czwartek, 26 marca 2015

JAK POWSTAŁO ŻYCIE? NAUKOWCY SĄ CORAZ BLIŻEJ PRAWDY

Źródło: tylkonauka.pl
Dzisiejsze teorie nie są jeszcze w stanie wyjaśnić kwestii powstania pierwszych form życia na Ziemi. Tymczasem zespół chemików z MRC Laboratory of Molecular Biology z brytyjskiego Uniwersytetu w Cambridge oświadczył iż prawdopodobnie odkrył jedną z największych zagadek ludzkości, czyli jak powstało życie.
Jak wiadomo, naukowcy mają dziś wielki problem jeśli chodzi o odpowiedź na powyższe pytanie. Jedni uważają, że życie powstało na Ziemi i pochodzi od RNA. Inni utrzymują że kluczowy dla powstania życia jest metabolizm, a jeszcze inni przekonują iż najpierw musiałyby powstać pierwsze błony komórkowe. Wszystko to, to na dzień dzisiejszy jedynie teorie.
Wspomniani na początku chemicy opracowali własną teorię. Ich zdaniem życie powstało dzięki trzem elementom które mogły istnieć na Ziemi ponad 4 miliardy lat temu - chodzi o siarkowodór, cyjanowodór oraz światło ultrafioletowe. Specjaliści zdołali nawet stworzyć 50 kwasów nukleinowych, które były prekursorami DNA i RNA, korzystając jedynie z powyższych składników.
Wyjaśniono również, że meteoryty mogły przynosić na Ziemię elementy które w reakcji z azotem zawartym w atmosferze wytwarzały dużo cyjanowodoru. Przy rozpuszczaniu w wodzie, łatwo mogło dojść do kontaktu z siarkowodorem. Wszystko to miało miejsce w obecności promieni słonecznych, co skutkowałoby powstaniem życia. Twierdzenia brytyjskich naukowców są bardzo przekonujące i kto wie, czy nie dokonano właśnie przełomowego odkrycia.
Źródło: zmianynaziemi.pl

wtorek, 17 lutego 2015

ŻYCIE NA ZIEMI POJAWIŁO SIĘ O MILIARD LAT WCZEŚNIEJ, NIŻ SĄDZONO

Źródło: odkrywcy.pl
Geolodzy z USA i z RPA po przeprowadzonych badaniach doszli do wniosku, że życie jednokomórkowe pojawiło się na Ziemi około 3,2 miliarda lat temu. Odkrycie umożliwiło badanie skał z Afryki i Australii.
W badanie zaangażowani byli naukowcy z Uniwersytetu w Waszyngtonie, którzy poddali wnikliwej analizie 52 próbki skał pobranych w północnej Australii i południowej Afryce. Oszacowano, że wiek tych skał to około 2,7 do 3,2 miliarda lat. Przełomowe jest to, że uzyskano dowody, że istniały wtedy organizmy jednokomórkowe zużywające atmosferyczny azot.
Poprzednio sądzono, że pierwsze jednokomórkowe organizmy pojawiły się na Ziemi 2 mld lat temu. Teraz okazuje się, że życie jest na naszej planecie przynajmniej miliard lat dłużej. Ślady bakterii odkryto dzięki detekcji w skałach specjalnego enzymu zawierającego molibden, który jest częstym utrwalaczem azotu.
Ślady wskazują na to, że prymitywne organizmy żywe funkcjonowały na skałach w pobliżu wody. Według naukowców ich praca może doprowadzić do rewizji teorii ewolucji życia na Ziemi. Wyniki badań powyższych badań opublikowano na łamach czasopisma Nature

czwartek, 29 stycznia 2015

CZY LUDZKOŚĆ JEST SKAZANA NA PODRÓZE MIĘDZYGWIEZDNE?

Źródło: neomedia.info
Wielu naukowców twierdzi wprost, że nasza planeta staje się coraz trudniejszym miejscem do życia. Wielu z nich zadaje również pytanie, czy ludzkość powinna i czy będzie w ogóle w stanie skolonizować inne planety aby uratować się przed potencjalną zagładą.
Gdyby ludzkość chciała skolonizować obcą planetę, musielibyśmy się najpierw przystosować do zupełnie innych, trudnych warunków. Najbliższą nam planetą jest Mars a niektórzy naukowcy wskazują na nią jako nasz przyszły dom. Jednak środowisko na Czerwonej Planecie jest zupełnie inne niż na Ziemi. Panują tam między innymi niskie temperatury, nie ma czym oddychać a ludzie będą narażeni na szkodliwe promieniowanie słoneczne.
Niektóre kwestie z pewnością da się rozwiązać, jak np. możliwość hodowania roślin. Naukowcy od dłuższego czasu badają, czy warunki na Marsie są odpowiednie dla roślinności i czy można je tam hodować. Rośliny, jak wiadomo, produkują niezbędny dla człowieka tlen. Istnieje również możliwość sztucznego ocieplenia tej planety za pomocą gazów cieplarnianych.
Jeszcze w 2013 roku uczeni odkryli u nas na Ziemi wyjątkowo niebezpieczny gaz cieplarniany o nazwie perfluorotributyloamina (PFTBA), który ma ponad 7 tysięcy razy silniejszy wpływ na klimat niż dwutlenek węgla. Jak wiadomo człowiek jest w stanie przystosować się do nowych warunków ale mógłby nie przeżyć zbyt niskich temperatur. Dlatego wydaje się, że użycie gazów cieplarnianych na obcych, zimnych planetach może być dobrym pomysłem.
Jednak Mars jest tylko jednym z wielu przykładów - astronomowie odkryli przecież całe mnóstwo planet, które mogą być w pewnym stopniu podobne do naszej Ziemi. Niestety w naszym Układzie Słonecznym nie znamy takiej planety, dlatego uczeni często wskazują na Marsa, gdyż jest najbliżej nas.
Gdybyśmy chcieli skolonizować odległe planety, które przypominałyby Ziemię, musielibyśmy najpierw dokładnie ją zbadać. Natomiast gdybyśmy zbadali już taką planetę i okazałoby się iż jest to druga Ziemia, mielibyśmy wtedy ostatnie, najtrudniejsze zadanie do wykonania - polecieć tam i ją skolonizować.
Przy obecnej technologii niestety to jest niemożliwe aby wysłać człowieka poza nasz Układ Słoneczny, który osiedliłby się na jakiejś egzoplanecie. Po pierwsze, lot trwałby zbyt długo a człowiek umarłby ze starości. Ewentualnie można zbudować wielki statek kosmiczny, w którym ludzie mogliby się rozmnażać a dopiero przyszłe pokolenia zobaczyłyby na własne oczy nową planetę do skolonizowania.
Po drugie, nawet jeśli ludzie dolecą do nowego domu i nie zabije ich nuda w trakcie tak długiej podróży, to będą stopniowo podupadać na zdrowiu. Człowiek nie jest przystosowany do podróży międzygwiezdnych i jeśli nie umrze ze starości, to może tak się stać przez różne choroby. Nigdy nie wiadomo co może się wydarzyć podczas tak długiego lotu.
Właśnie dlatego naukowcy uważają, że należałoby opracować coś, co umożliwi człowiekowi pokonywanie wielkich dystansów w krótkim czasie. Na myśl przychodzą dwie kwestie - zbudowanie napędu warp oraz korzystanie z tuneli czasoprzestrzennych. Istnieje również pomysł, aby podczas podróży między odległymi planetami wprowadzać człowieka w hibernację. Naukowcy właśnie idą w tym kierunku.
Natomiast inżynier z NASA dr Harold White i jego zespół pracują nad napędem warp, który pozwoliłby przyszłym statkom kosmicznym osiągać prędkość światła, poruszając się w bąblu czasoprzestrzeni. Co ciekawe, opracowano nawet wizualizację przyszłego pojazdu IXS Enterprise. Czas pokaże, czy podróże międzygwiezdne z prędkością światła będą kiedykolwiek możliwe.
Tymczasem fizycy badają na jakiej zasadzie działają tunele czasoprzestrzenne, tzw. wormhole. Według jednej teorii, tunele te mogą łączyć odległe punkty we Wszechświecie. Co za tym idzie, człowiek mógłby korzystać z nich, wchodząc do tego tunelu i pojawiłby się w zupełnie innym miejscu - zakładając oczywiście, że przeżyje taką podróż. 


niedziela, 18 stycznia 2015

UCZENI ZE SZWAJCARII OPRACOWALI TECHNIKĘ WYDŁUŻAJĄCĄ ŻYCIE CZŁOWIEKA

Źródło: www.extremetech.com
Uczeni ze Szwajcarii powiadomili, że udało się opracować technikę wydłużającą życie człowieka nawet o 60%. Metoda z powodzeniem została już przetestowana na muszkach owocówkach.
Muszki owocówki są bardzo częstym obiektem badań. W przeszłości opracowano różne metody dotyczące modyfikacji konkretnych genów, które pozwoliły wydłużyć życie tych owadów. Najnowszego osiągnięcia dokonali uczeni z Uniwersytetu w Bernie, którzy skupili się na genie o nazwie ahuizotl (lub w skrócie azot).
Chroni on organy poprzez eliminowanie mniej zdrowych lub uszkodzonych komórek. Standardowo każda komórka posiada dwie kopie ahuizotlu, jednak naukowcy zdołali umieścić w nich jeszcze jedną, trzecią kopię. Eksperymenty przeprowadzone na muszkach owocówkach zdołały wydłużyć ich życie o 50-60%.
Człowiek również posiada wspomniany gen a uczeni twierdzą, że za pomocą tej metody można byłoby wydłużyć nasze życie. Szacuje się, że mieszkańcy krajów rozwiniętych dożywaliby średnio ponad 120 lat.

piątek, 9 stycznia 2015

WEDŁUG NAUKOWCÓW AKTYWNOŚĆ SŁONECZNA MA WPŁYW NA DŁUGOŚĆ ŻYCIA CZŁOWIEKA


źródło:planeta1.blog.pl
Naukowcy odkryli, że dla długości życia człowieka ważne jest jaka aktywność słoneczna towarzyszyła jego pojawieniu się na świecie. Norwescy specjaliści twierdzą, że ludzie, którzy urodzili się w czasie słonecznej flauty, mogą żyć dłużej.
Uczeni doszli do tego analizując dane demograficzne Norwegów urodzonych od 1676 roku do 1878 roku. Następnie dokonano korelacji ich długości życia z obserwowaną w tym czasie aktywnością słoneczną. Wyszło im, że średnio okres życia człowieka urodzonego w maksimum słonecznym był o 5,2 lat krótszy niż u tych rodzonych podczas minimum słonecznego.
Poziom aktywności słonecznej w czasie narodzin w jakiś sposób determinuje długość życia. Efekt ten był widoczny zwłaszcza u kobiet. Być może jest to związane ze zwiększoną ilością promieniowania ultrafioletowego, które jest emitowane podczas maksimum słonecznego. Ekspozycja na promieniowanie UV powoduje uszkodzenie komórek i DNA.
Zespół naukowców z Norweskiego Uniwersytetu Nauki i Technologii opublikowali swoje badania w ostatnim numerze prestiżowego czasopisma Proceedings of the Royal Society B.

środa, 31 grudnia 2014

NAUKOWCY USTALILI, DO KIEDY NA ZIEMI BĘDZIE MOGŁO ISTNIEĆ ŻYCIE

źródło:internet
Zanim życie do końca zniknie z Ziemi, wyginą wszystkie rośliny i zwierzęta, a na naszej planecie zapanują maleńkie mikroby. Naukowcy ustalili nową datę końca świata.
Naukowcy z Uniwersytetów St Andrews, w Dundee i Edynburgu posłużyli się modelem, by przyjrzeć się, jak będzie wyglądała przyszłość naszej planety za miliard lat. Ich zdaniem, Słońce staje się z czasem coraz jaśniejsze i bardziej gorące, a z czasem osiągnie taki poziom, że tylko mikroby będą mogły przetrwać w warunkach, jakie przyniosą zmiany słoneczne.
Zdaniem Jack O'Malley James z Uniwersytetu St Andrews w Szkocji: "W atmosferze zostanie bardzo niewiele tlenu, więc organizmy które przetrwają będą musiały przetrwać w warunkach braku lub minimalnych ilości tlenu, wysokiego ciśnienia i bardzo wysokiego zasolenia spowodowanego parowaniem oceanów". 
Przyszłość życia na Ziemi jest uzależniona od Słońca. A z czasem staje się ono coraz jaśniejsze. Za miliard lat Ziemia stanie się tak gorąca, że dojdzie do parowania oceanów. 
- Gdy dojdziemy już do tego punktu krytycznego, w atmosferze znajdzie się o wiele więcej wody, a ponieważ para wodna jest gazem cieplarnianym, który prowadzi do efektu cieplarnianego, łatwo sobie wyobrazić, że temperatury na Ziemi wzrosną do 100 stopni - tłumaczy O'Malley James.
Mała ilość tlenu uniemożliwi roślinom proces fotosyntezy, dlatego wkrótce po tym nastąpi wyginięcie roślin i większych zwierząt. Zaraz potem jedynymi organizmami, które pozostaną przy życiu będą mikroby zwane ekstremofilami.
W końcu, w miarę jak warunki będą stale się pogarszać, za około 2,8 miliarda lat Ziemia będzie pozbawione wszelkiego życia.

źródło:Focus.pl

czwartek, 11 grudnia 2014

ROZBŁYSKI GAMMA SĄ ODPOWIEDZIALNE ZA WYMIERANIENA ZIEMI

Wizja artystyczna rozbłysku gamma - Źródło: NASA
Naukowcy już jakiś czas temu zaproponowali, że wielkie wymieranie 450 milionów lat temu, mogło być spowodowane rozbłyskiem gamma, do którego miałoby dojść w naszej okolicy wszechświata. To właśnie w jego wyniku z powierzchni Ziemi mogło zniknąć aż 60% gatunków zwierząt.
Do tej pory uznawano, że przyczyną wymierania w tym okresie było rozpoczęcie epoki lodowcowej. Teraz jednak, jako przyczynę nagłego ochłodzenia proponuje się właśnie rozbłysk gamma. Rozbłysk nie tylko wychłodził Ziemię, ale też pogorszył warunki życiowe zwierząt wpływając niekorzystnie na ziemską atmosferę.
Rozbłyski gamma pozostają nadal tajemnicą wszechświata. Wiemy, że występują, obserwujemy je i mierzymy, ale natura tego zjawiska nie jest nam znana. Obecnie istnieją różne hipotezy, co do tego jak powstaje rozbłysk gamma. Jedna z nich zakłada, że jest to efekt zderzenia gwiazd neutronowych, lub czarnych dziur. Niektórzy sugerują, że potężne emisje promieniowania gamma towarzyszą procesowi przekształcania się olbrzymich supermasywnych gwiazd w czarne dziury.
Odkrycia naukowe dokonane ostatnio zdają się potwierdzać teorie na temat możliwego negatywnego wpływu rozbłysku gamma występującego w okolicy naszego Układu Słonecznego. Naukowcy wyznaczyli nawet odległość, z której pojedynczy rozbłysk gamma może być zabójczy dla wszystkich organizmów na Ziemi. Jeśli zjawisko takie wystąpi w naszej galaktyce, to będziemy musieli się martwić, jeśli jego źródło będzie w odległości mniejszej niż 6 000 lat świetlnych. W przypadku najgorszego scenariusza naszej planecie grozi kompletne spustoszenie.
Okazuje się, że rozbłyski gamma mogą zniszczyć warstwę ozonową poprzez wybicie wolnego tlenu i wytworzenie w wyniku reakcji z atomami azotu, podtlenku azotu, który jest zabójczy dla ozonu. W wyniku tego najsilniejsze i najbardziej niszczące promieniowanie UV, będzie osiągać powierzchnię naszej planety. Po jakimś czasie nieuchronnie spowoduje to, że załamią się też łańcuchy pokarmowe. Promieniowanie zabije wszystko, co żyje na powierzchni i do 2 metrów głębokości w oceanie, na przykład plankton. To nieuchronnie spowoduje wymieranie na wielką skalę.
Na szczęście rozbłyski gamma nie są częste. W każdej galaktyce dochodzi do nich najwyżej raz na 100 milionów lat. Ale jeśli skutki któregoś z nich zaczną jutro docierać na Ziemię, ich efekt może być katastrofalny. W przeszłości nasza planeta doświadczyła tego, co najmniej kilkanaście razy, ale po milionach lat, wszystkie pozostałości takiego rozbłysku prawdopodobnie już dawno rozmyły się. Aby udowodnić tę teorię niektórzy naukowcy poszukują izotopu żelaza-60, który jest uważany, jako możliwy pośredni dowód poddania promieniowaniu.

wtorek, 9 grudnia 2014

TAK ZWANY ''KOSMICZNY GRUZ'' MOŻE ZAGROZIĆ ŻYCIU NA ZIEMI

Źródło:głosyziemi.pl
Mimo katastrofy tunguskiej oraz upadku asteroidy czelabińskiej w 2013 roku, ludzkość zdaje się nie zauważać zagrożeń płynących z kosmosu. Światowej sławy naukowcy ostrzegają, że beztroska w tym zakresie skończy się dla nas tragicznie.
Incydent na Uralu tylko na chwilę otrzeźwił ludzkość. Nadal nie doczekaliśmy się zintegrowanego systemu ostrzegania przed potencjalnie niebezpiecznymi ciałami niebieskimi. Nie mamy również procedur na wypadek ryzyka kolizji. Do stworzenia systemu ostrzegania przed asteroidami wezwało ostatnio ponad 100 wybitnych naukowców światowej sławy. W akcję zaangażował się min. Lord Martin Rees , brytyjski królewski astronom, fizyk Brian Cox oraz biolog Richard Dawkins.
A co jeśli takich asteroidów będzie więcej? Układ Słoneczny może natrafić na obszar przestrzeni, który będzie zawierał zdecydowanie więcej kosmicznego gruzu. Obserwacje ostatnich lat skłoniły niektórych naukowców do formułowania tezy, że okres względnego spokoju, jeśli chodzi o obiekty przelatujące w naszej okolicy, kończy się.
Naszą planetę może czekać katastrofa, którą niektórzy porównują do tego, co spotkało dinozaury. Pojawiają się sugestie, że Ziemia i inne planety w naszym systemie gwiezdnym, mogą doświadczyć trwałego bombardowania z kosmosu. Gdyby okres taki potrwał nawet tylko 100 lat, co w kategoriach kosmicznych jest raczej mgnieniem, to skutki dla nas byłyby katastrofalne.
W informowaniu na temat zagrażających nam obiektów z kosmosu, szczególnie aktywni są specjaliści z rosyjskiej agencji kosmicznej Roscosmos. Dotychczas jako niebezpieczną asteroidę wskazywano głównie osławionego Apophisa - 2004 MN4, ale kilka tygodni temu odkryto jeszcze bardziej groźny obiekt.
Dokonał tego rosyjski astrofizyk Władimir Lipunow, który wypatrzył ciało niebieskie o numeracji 2014 UR116. Jest to planetoida o średnicy 370 metrów. Asteroida przetnie ziemską orbitę już za trzy lata i trzeba wtedy dokładnie sprawdzić odchylenia trajektorii na skutek wpływu grawitacyjnego innych obiektów, w tym samej Ziemi. Powoduje to, że ustalenie ze stuprocentową pewnością, czy 2014 UR116 uderzy wkrótce w naszą planetę jest trudne, ale można szacować prawdopodobieństwo i zdaniem ekspertów dla tego ciała niebieskiego jest ono większe niż dla Apophisa.
Rosjanie nie oglądają się na Europejczyków i Amerykanów i postanowili zbudować sami kompletny system przeciwdziałania asteroidom. Naukowcy twierdzą, że jakakolwiek reakcja z naszej strony na zagrożenie z kosmosu jest możliwa pod warunkiem, że zyskamy informację o kolizji na przynajmniej tydzień przed nią. Przygotowanie rakiet, które mogłyby wynieść głowice nuklearne celem skruszenia lecącej skały zajmie od 10 do 20 godzin, do tego czas lotu i jakiś margines bezpieczeństwa na przygotowanie ponownej misji na skutek niepowodzenia.
Miejmy nadzieje, że troska o planetę i naszą egzystencję weźmie górę nad politycznymi ambicjami, ponieważ tylko współdziałanie całej ludzkości zapewni odpowiedni poziom monitorowania i przeciwdziałania kosmicznym kolizjom. Jeśli ludzkość nie zrobi odpowiednio dużo w tym zakresie, któregoś dnia zostanie wymazana tak jak dinozaury.

sobota, 30 sierpnia 2014

NIEZWYKLE WYSOKIE TEMPERATURY PRZYCZYNĄ ZAGŁADY ŻYCIA 200 MILIONÓW LAT TEMU



Po tym, jak w okresie tzw. wymierania permskiego życie na Ziemi zostało „zgładzone”, nastał wyjątkowo długi czas, w którym nie mogło się ono odnowić. Przyczyną trwającej 5 mln lat „martwej strefy”, jak udało się wykazać międzynarodowemu zespołowi badaczy, była temperatura, dochodząca do 60 st. Celsjusza.


250 mln lat temu doszło do tzw. wymierania permskiego. W jego wyniku z powierzchni Ziemi zniknęło 90 proc. wszystkich zamieszkujących ją gatunków – zarówno zwierząt, jak i roślin.

 Wymierań podobnych temu odnotowano w historii Niebieskiej Planety kilka, jednak to uchodzi za wyjątkowe. W tropikach nastąpił po nim bowiem okres „martwej strefy”, który zamiast skończyć się po kilkudziesięciu tysiącach lat, trwał pięć milionów lat. W tym czasie nie pojawiały się nowe gatunki. Badaczom z Wielkiej Brytanii, Chin i Niemiec udało się określić, co było przyczyną tak długiej „martwej strefy”.

Nawet 60 st. C
Zdaniem naukowców z University of Leeds, China University of Geosciences oraz University of Erlangen-Nurnburg powodem, dla którego „martwa strefa” trwała tak długo, była temperatura, która w strefie międzyzwrotnikowej wzrastała do 50-60 st. Celsjusza na lądzie i 40 st. C na powierzchni oceanu. Te prawdziwie śmiercionośne wartości sprawiły, że w tropikach przestała rosnąć roślinność. Utrzymywały się tam tylko mniej wymagające krzewy i paprotniki. W wodzie żyły wyłącznie prymitywne skorupiaki, a na lądzie – dosłownie – nie występowały żadne zwierzęta, bo ich organizmy nie byłyby w stanie poradzić sobie z takim gorącem.
Czym spowodowane było z kolei gorąco, które sprawiło, że Ziemia – która przed wymieraniem permskim tętniła życiem – „zamarła” na pięć milionów lat? Odpowiedzialny był za to spowodowany wymieraniem permskim brak roślin, których zadaniem w naturze było regulowanie obiegu dwutlenku węgla. Bez nich tego gazu wciąż przybywało, przez co znacząco zwiększała się temperatura.

Pierwsza taka analiza
- Z wymieraniem permskim od dawna wiąże się globalne ocieplenie, jednak nasze badanie to pierwsze, które pokazuje, że to właśnie ekstremalna temperatura nie pozwalała rozwijać się życiu przez miliony lat – mówi Yadong Sun, który stał na czele zespołu badawczego. – To również pierwsza analiza, która pokazuje, że temperatura wody może na powierzchni oceanu sięgnąć 40 st. C, czyli wartość, przez którą zatrzymuje się fotosynteza i zamiera życie w głębinach. Dotąd uznawano, że maksimum temperatury wody na powierzchni wynosi 30 st. C – dodaje.

Przydatne szkielety kondodontów
Wnioski, jakie naukowcy przedstawili na łamach dziennika „Science”, zdołali wyciągnąć dzięki analizie szkieletów 15 tys. kondodontów – wymarłych „ryb” podobnych do węgorzy. Wydobyto je ze skał na południu Chin i, studiując zawarte w nich izotopy tlenu obliczono, jaka temperatura panowała na Ziemi przed setkami milionów lat.

tvn meteo

sobota, 23 sierpnia 2014

GŁĘBOKO POD LODAMI ANTARKTYDY ZNALEZIONO ŻYCIE

Pod lodami Antarktydy odnaleziono życie. Tysiące mikroorganizmów bez dostępu do światła i w bardzo niskich temperaturach przetrwały już wiele tysięcy lat. Zdaniem naukowców odkrycie może sugerować, że również w Kosmosie pojawiają się mikroby.
Antarctica: Sub-Glacial Lake Whillans 2012-2013
Naukowcy wywiercili w lodach Antarktydy dziurę głęboką na ponad 800 metrów. Dzięki temu w jeziorze Whillansa odkryli niemal 4 tys. gatunków lub rodzajów bakterii i archeonów, tworzących zróżnicowane ekosystemy. Wielu badaczy, nawet tych biorących udział w projekcie, nie ukrywało zdziwienia tym, co udało się odnaleźć.
 Antarctica - Lake Whillans - znaleziono życie 2
Odkrycie nie zdziwiło jednak głównego autora badań, prof. Johna Priscu ze Stanowego Uniwersytetu Montana, który od 20 lat zajmuje się podlodowcowymi jeziorami. – Jesteśmy w stanie udowodnić światu, że Antarktyda nie jest martwym kontynentem – przyznał dumnie Priscu.
Antarctica - Lake Whillans
Tysiące lat w ekstremalnych warunkach
Jak podkreślają specjaliści, odnalezienie życia w tak ekstremalnych warunkach to spory sukces. Jednak jest jeszcze coś, co wymaga uwagi – poznanie cech przystosowawczych tych mikroorganizmów. Żyły one przez długie tysiące lub nawet miliony lat bez dostępu do światła i w bardzo niskich temperaturach.
Eksperci zauważyli, że te niewielkie stworzenia składają się głównie z  amoniaku i z metanu, które później przekształcają w energię wykorzystywaną do wzrostu. Jednak mikroby mają jeszcze jedną ważną cechę – czerpią składniki odżywcze z topniejącego lodu, mułu i skał.
W Kosmosie też może istnieć życie?
Odkrycie może więc sugerować, że również na księżycach Jowisza i Saturna, czyli na Europie i na Enceladusie może istnieć życie. Panują tam bowiem warunki podobne do tych, które występują na Antarktydzie.
Naukowcy poinformowali świat o swoim odkryciu już ponad roku temu, jednak dopiero teraz ich osiągnięcie zyskało aprobatę środowiska naukowego. Wyniki zostały opublikowane na łamach czasopisma „Nature”.

ŹRÓDŁO:LOSYZIEMI.PL
Źródło: techtimes.com

czwartek, 29 maja 2014

AMERYKAŃSCY ASTRONOMOWIE TWIERDZĄ,ŻE ŻYCIE POZAZIEMSKIE Z PEWNOŚCIĄ ISTNIEJE

Źródło: 123rf.com
W Stanach Zjednoczonych znowu publicznie debatowano na temat istot pozaziemskich. Tym razem przed Kongresem zeznawali naukowcy z SETI Research Center przy University of California, Dan Werthimer i Seth Shostak. Oświadczyli oni, że istnienie obcych form życia jest prawie pewne.
Specjaliści z SETI (Search for Extraterrestrial Intelligence) poszukują śladów pozaziemskiego życia już od kilku dekad, ale wciąż bez rezultatu. Wertheimer oświadczył, że życie jest prawdopodobnie powszechne w naszej galaktyce i może ono istnieć nawet w naszym Układzie Słonecznym.
Jako miejsce gdzie prawdopodobne powstało życie wskazano układy Jowisza i Saturna. Najlepszym przykładem jest księżyc Europa, który zawiera podlodowy ocean. Tam mogą się znajdować jakieś organizmy. Nie jest to jednak pewne, bo w podlodowym jeziorze Wostok na Antarktydzie nie znaleziono niczego żywego.
Specjaliści twierdzą jednak, że istnienie prymitywnych form życia pozaziemskiego jest bardzo prawdopodobne. Zwrócono uwagę na to, że jest przynajmniej trzy razy więcej planet niż gwiazd i nawet statystycznie rzecz ujmując życie powinno wręcz tętnić we wszechświecie.
Poza tym odkrycie życia na innej planecie jest możliwe nawet jeśli się tam nie znajdziemy. Już wkrótce na orbicie znajdzie się bardzo zaawansowany teleskop kosmiczny James Webb Space Telescope. Ma być on znacznie potężniejszy od Hubble'a i dzięki niemu uda się analizować widma egzoplanet. Wykrycie na przykład metanu może wskazywać na to, że na danym globie żyją jakieś organizmy.
Zarówno Wertheimer jak i Shostak zwrócili też uwagę na to, że są pewne sposoby poszukiwania cywilizacji pozaziemskich. Ich zdaniem najlepiej jest nastawić się na wyłapywanie zorganizowanych sygnałów radiowych oraz laserowych. Ich zdaniem bardzo możliwe jest to, że takie sygnały zostały już przeoczone przez naszą cywilizację.
Wskazano, że nasza własna cywilizacja emituje ślad radiowy, który jest wysyłany w kosmos. Przedstawiając to obrazowo stwierdzono, że sygnały seriali telewizyjnych z lat osiemdziesiątych docierają właśnie do najbliższych nam gwiazd.
Przesłuchanie naukowców SETI przed Kongresem USA miało oczywiście konkretny powód, finansowanie projektu. Wertheimer zwrócił uwagę, że Chiny budują właśnie największy na świecie radioteleskop o średnicy 500 metrów, który będzie większy od radioteleskopu Arecibo, z którego korzysta SETI.
Wciąż nie jest jasny los proponowanego Square Kilometre Array, który miał się stać najnowszym radioteleskopem tego typu, być może przesłuchanie naukowców umożliwi szybsze jego dokończenie co spowoduje, że USA nie straci dystansu do Chin nawet w tak nietypowej dziedzinie jak poszukiwanie obcych cywilizacji.


Źródło: http://zmianynaziemi.pl

Komentarze