Pokazywanie postów oznaczonych etykietą asteroidy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą asteroidy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 października 2015

NASA ZERWAŁA WSPÓŁPRACĘ Z PRYWATNĄ FIRMĄ; MIELI ZBUDOWAĆ TELESKOP DO WYKRYWANIA ZAGRAŻAJĄCYCH ZIEMI ASTEROID


NASA ogłosiła ostateczne zakończenie współpracy z prywatną fundacją B612 założoną między innymi przez byłych astronautów. Oświadczono, że to koniec wspólnych inicjatyw z prywatnymi organizacjami w zakresie poszukiwań asteroid. Fundacja planowała wysłać na orbitę w 2018 teleskop kosmiczny Sentinel, przeznaczony do wyszukiwania niebezpiecznych asteroid w pobliżu Ziemi.
Ambitny plan się zakładał skonstruowanie i wyniesienie na orbitę teleskopu dedykowanego wynajdowaniu Near Earth Objects, czyli ciał niebieskich potencjalnie grożących kolizją z Ziemią. Teleskop o nazwie Sentinel (Wartownik), miał być pierwszym prywatnym urządzeniem kosmicznym tego typu.
Za budowę teleskopu miała być odpowiedzialna renomowana firma Ball Aerospace. Koszt przedsięwzięcia szacowano na kilkadziesiąt milionów dolarów. Fundacja B612, którą kieruje były astronauta Ed Lu twierdzi, że finansowanie zapewni odpowiednia kampania przemawiająca, adresowana do bogatych filantropów. Teleskop Sentinel miał wyglądać "małych" asteroid o średnicy mniejszej niż jeden kilometr.
Później do projektu w sposób nieformalny dołączyła NASA, której przedstawiciele obiecali pomóc pracownikom w dostępie do danych satelitarnych i ich analizy oraz interpretacji. Wsparcie NASA nie było jednak bezwarunkowe i zaznaczono, że pomoc będzie udzielana tylko wtedy, gdy rozwój sondy będzie utrzymywany w ramach harmonogramu.
Warunek ten niestety, nie był do spełnienia z powodu problemów finansowych fundacji B612. Udało się zebrać tylko 1,6 mln dolarów. Zabrakło wymaganej sumy 30-40 milionów dolarów potrzebnych do uruchomienia projektu Sentinel i utrzymania teleskopu na orbicie. Niestety wszystkie terminy zostały przekroczone. Pod koniec sierpnia kierownictwu NASA skończyła się cierpliwość i fundacja B612 została powiadomiona o zakończeniu współpracy i transferze środków zarezerwowanych na potrzeby wsparcia Sentinel do innych projektów.
Nad tematyką zagrożeń z kosmosu fundacja B612 pochyla się już od dawna. Rok temu przedstawili dowody wskazujące na to, że w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat doszło do znaczącego wzrostu rejestrowanych kolizji ciał niebieskich różnej wielkości z naszą Ziemią. Po przeanalizowaniu danych z detektorów infradźwięków stosowanych do detekcji prób jądrowych ustalono, że od 2001 roku doszło do przynajmniej 26 eksplozji w atmosferze ziemskiej, które miały skalę bomb atomowych. Specjaliści z B612 twierdzą, że jedynie szczęściu zawdzięczamy to, że upadki większych fragmentów kosmicznego gruzu nie występują w gęściej zaludnionych obszarach wielkich miast.
Źródło: zmianynaziemi.pl

czwartek, 10 września 2015

CZY LASER OCHRONI ZIEMIĘ PRZED NIEBEZPIECZNYMI ASTEROIDAMI ?

Źródlo: plus.google.com
Naukowcy z University of California w Stanach Zjednoczonych zdołali stworzyć w warunkach laboratoryjnych, wiązkę laserową, która może w przyszłości niszczyć lub zmieniać trajektorię lotu zagrażających Ziemi asteroid.


Instalacja nazywa się Directed Energy System for Targeting of Asteroids and Exploration w skrócie DE-STAR. 
Odpowiednie doświadczenia potwierdzające przydatność technologii przeprowadzono na kamieniach bazaltowych. Ich podgrzewanie za pomocą lasera spowodowało, że materiał skalny zaczął się rozkładać.
Gdyby strzelano do jakiegoś kosmicznego gruzu teoretycznie powinno to wpłynąć na masę obiektu, a na skutek jej zmiany i gazów emitowanych podczas ogrzewania, obiekt może trwale zmienić tor lotu.
Aby jedna ta obiecująca technologia stała się rzeczywistą linią obrony Ziemi minie jeszcze dużo czasu. Miejmy nadzieje, że mamy go odpowiednio dużo, aby odpowiednio przygotować się na sprostanie wyzwań jakie dla ludzkości powstają na skutek kosmicznych zagrożeń.
Źródło: zmianynaziemi.pl

czwartek, 6 sierpnia 2015

NAUKOWCY ODKRYLI NOWĄ GRUPĘ ASTEROID

Źródło: kopalniawiedzy.pl
Astronomowie odkryli rodzinę potencjalnie niebezpiecznych asteroid bliskich Ziemi, które zostały "wypędzone" ze swej początkowej orbity przez zderzenie swego gigantycznego przodka, asteroidy (31) Euphrosyne z jakimś innym nieznanym obiektem. Doszło do tego mniej więcej 700 milionów lat temu.
Grupę potencjalnie niebezpiecznych obiektów zbliżających się okresowo do Ziemi odkryto dzięki kosmicznemu teleskopowi WISE. Pracujący w podczerwieni kosmiczny teleskop jeszcze w 2013 roku został wyprowadzony z trybu uśpienia po latach eksploatacji. Celem jego pracy w trzyletniej misji stało się tym razem wypatrywanie potencjalnie niebezpiecznych asteroid. W pustce kosmosu WISE odkrył kilka asteroid o niezwykle nachylonych orbitach występujących w sąsiedztwie Ziemi. Przy obliczaniu orbit astronomowie doszli do wniosku, że należą one do tzw rodziny Euphrosyne.
Większość planetoid i prawie wszystkie planety krążą po orbitach znajdujących się wewnątrz lub odbiegając znacznie od płaszczyzny ekliptyki (wyimaginowanej powierzchni, na której Ziemia porusza się wokół Słońca). Tylko Pluton, komety i liczne obiekty na dalekich obrzeżach Układu Słonecznego naruszają tę zasadę. Ustalono, że te ciała niebieskie są w słabym rezonansie z orbitą Saturna, a interakcja ta ostatecznie przekłada się na ich orbitę. Według uczonych ten proces powoduje wypychanie największych obiektów z rodziny Euphrosyne. Asteroidy te spotykają się z Saturnem w najdalszym punkcie swojej orbity i oddziaływanie grawitacyjne tej gigantycznej planety często wypycha je na nowe orbity, często przechodzące w pobliżu Ziemi.
Po analizach ich obecnych orbit stwierdzono, że odkryte ciała niebieskie nie stanowią teraz większego zagrożenia dla Ziemi, ale eksperci zwracają uwagę, że w przestrzeni nad i pod płaszczyzną ekliptyki mogą się ukrywać inne asteroidy, które są na tyle ciemne, że są praktycznie niewidoczne dla teleskopów optycznych. Ich znalezienie, skatalogowanie oraz ocena stwarzanego przez nie zagrożenia, to główne zajęcie astronomów zaangażowanych w poszukiwania zagrożeń dla Ziemi w ramach trwającego projektu NEOWISE.
źródło: zmianynaziemi.pl

środa, 1 lipca 2015

NASA ZAMIERZA CHRONIĆ ZIEMIĘ PRZED ASTEROIDAMI ZA POMOCĄ BRONI JĄDROWEJ

Źródło: article.wn.com
Gdy w lutym 2013 roku, kilkunastometrowa asteroida eksplodowała nad Rosją, nikt o niej wcześniej nie wiedział. Wybuch w Czelabińsku był stosunkowo mały na standardy kosmiczne, ale i tak około 1500 ludzi zostało rannych i uszkodzone zostało 7000 budynków. Gdyby trafiła się nam większa asteroida, która z zaskoczenia wyłoniłaby się naszym astronomom na kilka dni przed zderzeniem, musielibyśmy się jakoś próbować przed tym obronić. Rosjanie od dawna proponowali użycie broni jądrowej. Ich opinie podzielają specjaliści z NASA, którzy oficjalnie wsparli użycie rakiet z głowicami nuklearnymi.
Jak donosi The New York Times, NASA właśnie podpisała umowę z National Nuclear Security Administration, oddziału Ministerstwa Energetyki, który jest "odpowiedzialny za zwiększenie bezpieczeństwa narodowego przez jądrową technikę wojskową. Obie agencje badały niezależnie, jak użyć broni jądrowej w celu neutralizacji komety lub asteroidy, które zagroziłyby Ziemi. Nowo nawiązane partnerstwo powinno ułatwić ekspertom od pocisków i broni jądrowej zastosowanie ogólnej wiedzy w praktyce, gdy zajdzie taka potrzeba. Plan działań opisuje potencjalne zagrożenia i wskazuje sposoby, aby je pokonać tak szybko jak to możliwe.
Szczególnie interesujące są średniej wielkości planetoidy i komet pomiędzy 80 i 200 metrów. Są one na tyle duże aby zdewastować nawet kilka krajów. Z tego co wiemy nie ma obecnie takiego zagrożenia dla Ziemi w dającej się przewidzieć przyszłości. Natomiast małe ciała niebieskie takie jak to z nad Czelabińska zwykle nie powodują katastrofalnych skutków. 
Symulacje komputerowe pokazują, że gdyby zaszła potrzeba ratowania Ziemi z powodzeniem możemy zdetonować kosmiczną skałę. Niemniej jednak wiele zależy od jej składu. Jeśli źle oceni się kompozycję skały można tylko pogorszyć sytuację dokonując fragmentacji obiektu i wywołując kilka lub nawet kilkanaście zderzeń zamiast jednego. Najlepszym rozwiązaniem może być użycie bomby jądrowej celem odrzucenia asteroidy z jej orbity, a nie wysadzanie jej na kawałki.
Inne mniej wybuchowe propozycje radzenia sobie z asteroidami zakładają wykorzystanie sond kosmicznych zdolnych do pomalowania części danego ciała kosmicznego białą farbą. Potem słońce emitując światło i ciepło poprzez efekt Jarkowskiego powoduje, że obiekty grożące zderzeniu z Ziemią zboczą z kursu mijając nas bezpiecznie. Jest to jednak możliwe tylko wtedy, gdy znamy datę kolizji na kilka albo kilkanaście lat wcześniej. Takiej pewności jednak nigdy nie mamy.
Według opracowania NASA z 2007 roku, rozwiązanie jądrowe może być naszą najlepszą, jeśli nie jedyną bronią, w kwestii walki z nagłymi "mordercami kosmicznymi." Obyśmy nigdy nie musieli w praktyce sprawdzać tej teoretycznej zdolności uniknięcia katastrofy na dużą skalę.
Źródło: zmianynaziemi.pl

środa, 20 maja 2015

PRZYSTĄPIONO DO PROJEKTU, KTÓREGO ZADANIEM BĘDZIE OCHRONA ZIEMI PRZED ASTEROIDAMI

Źródło: odkrywcy.pl
Zagadnienie zagrożenia z kosmosu w przestrzeni publicznej znalazło się po raz pierwszy na szeroką skalę w 1998 roku. To wtedy na dużym ekranie pojawił się hollywoodzki film "Armageddon", którego akcja działa się częściowo na asteroidzie "wielkość Teksasu" grożącej zniszczeniem Ziemi. Po 17 latach od jego emisji problem zabłąkanych ciał niebieskich bynajmniej nie jest rozwiązany. Mimo to współpraca międzynarodowa na polu wykrywania obiektów w okolicy naszej orbity kuleje i każdy szuka na własną rękę.
We wspomnianym filmie - Armageddon - NASA dowiaduje się o grożącym Ziemi zagrożeniu ze strony asteroidy, dopiero na kilkanaście dni przed zderzeniem. Aby jakoś temu przeciwdziałać NASA zatrudniła górników dała im wiertnice kosmiczne, wysłała na asteroidę i kazała wywiercić otwory, wsadzić tam ładunki nuklearne i zdetonować je.
Fikcyjna zdawałoby się historia rodem z Hollywood, po zdarzeniu w lutym 2013 roku nad Czelabińskiem, stała się nad wyraz realna. Do niektórych dopiero po tym wydarzeniu dotarło, że jeśli nie chcemy znaleźć się w sytuacji wykreowanej przez wspomniany katastroficzny film, to trzeba zacząć działać i przynajmniej przygotować się na to nieuchronne zdarzenie. Rosjanie już zapowiedzieli, że nasilają obserwacje przestrzeni, a gdy będzie taka potrzeba będą wykorzystywać ich arsenał jądrowy wystrzeliwując głowice nuklearne w kosmos za pomocą potężnych rakiet.
NASA i ESA nie pozostają w tyle. Obie agencje rozpoczęły kooperacje w zakresie zwalczania kosmicznych zagrożeń. Europejczycy rozwinęli sieć teleskopów, który może wzbogacić tę posiadaną przez Amerykanów. Naukowcy obu agencji zastanawiają się nad tym jak ochronić ludzkość przed potencjalnie niebezpiecznymi asteroidami. Obie agencje kosmiczne partycypują obecnie w misji, podczas której będzie testowana technologia mogąca powodować zmiany orbity asteroidy, która może stanowić zagrożenie dla Ziemi.
Te kontrowersyjne plany wyrażane są coraz bardziej śmiało i kto wie czy wkrótce ludzkość nie będzie łowić asteroid celem ich górniczej eksploatacji. Aby uzyskać odpowiednie doświadczenie, obie agencje połączyły siły w jednym projekcie Asteroid Impact and Deflectiona Assessment - w skrócie AIDA. Jest to pierwszy międzynarodowy wysiłek, w celu ochrony Ziemi przed ewentualnym negatywnym wpływem asteroidy.
W ramach AIDA, w marcu tego roku, Europejska Agencja Kosmiczna rozpoczęła budowę statku kosmicznego dla misji kosmicznej Asteroid Impact Mission (AIM). Statek kosmiczny AIM będzie podróżować w kierunku podwójnej asteroidy Didymos. Ma ona 800 metrów średnicy i 150 metrowego własnego satelitę. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, sonda kosmiczna zostanie uruchomiona w 2020 roku. Celem będzie obserwowanie i zbadanie składu tej asteroidy.
W ramach misji AIM głównym punktem programu jest zderzenie z powierzchnią, asteroidy wykonanego przez NASA, aparatu DART. Stanie się to mniej więcej w 2022 roku. Sonda rozbije się o asteroidę z prędkością 21 600 km/h, a potem zostanie przeprowadzone lądowanie na powierzchni. Europejscy naukowcy zdołali ostatnio skutecznie wylądować na komecie czym udowodnili, że mają odpowiednią technologię.
Lądownik zamontowany na sondzie AIM będzie uważnie obserwować, katastrofę DARTa na powierzchni asteroidy Didymos. Dzięki temu będzie można sprawdzić strukturę asteroidy i porównać jej hipotetyczna orbitą przed zderzeniem z rzeczywistą. To pozwoli określić siłę kinetyczną przyszłych urządzeń typu DART, które być może będą konieczne aby wywrzeć zgodne z oczekiwaniami oddziaływanie na zagrażające nam ciało niebieskie.
Nie dajmy się jednak zwieść. Zarówno NASA jak i ESA rozwijają przy okazji technologię, która oprócz tego, że być może pozwoli na spychanie z kursu kolizyjnego niebezpiecznych ciał niebieskich, ale będzie też mogła być wykorzystywana do pochwycenia asteroidy celem jej przetransportowania na orbitę Księżyca, albo nawet Ziemi. Taka perspektywa oznacza, że nawet jeśli natura nie wyśle w naszą stronę zagrożenia kosmicznego, to ludzkość nieodpowiedzialnymi działaniami sama może do tego doprowadzić.
Źródło: zmianynaziemi.pl

poniedziałek, 22 grudnia 2014

ZIEMI NIEBAWEM ZAGROZI UPADEK WIELU ASTEROID?

Źródło: internet
Astronomowie od dawna twierdzą, że większość komet, które pojawiają się w naszym systemie planetarnym, pochodzi z tak zwanego obłoku Oorta. Znajdują się tam miliardy asteroid i planetoid, które pozostały po powstaniu Układu Słonecznego. Obecnie stwarzają ograniczone zagrożenie dla Ziemi, ale ku obłokowi może zmierzać samotna gwiazda, która jest w stanie popchnąć w naszą stronę tysiące obiektów.
Najbardziej prawdopodobne jest, że niebezpieczeństwo spowoduje gwiazda Hip 85605. Jest ona nieco mniejsza od naszego Słońca. Obecnie jest 90% szans, że to ciało niebieskie zbliży się do nas na odległość od 0,13 do 0,65 roku świetlnego. Stanie się to za około 240-470 tysięcy lat.
Obłok Oorta rozciąga się na 0,8 roku świetlnego zatem każde ciało niebieskie o dużej grawitacji, które pojawi się tam, oznacza bombardowanie okolicy milionami asteroid, które wytrącone ze swoich normalnych, ustabilizowanych orbit, pomkną w dal na spotkanie z planetami Układu Słonecznego.
Dla wielu osób fakt, że chmura Oorta stanowi zagrożenie dla Ziemi może być nowy, ale naukowcy wiedzą to już od jakiegoś czasu. Jednak dzięki badaniu wykonanemu przez dr Coryna Bailer-Jonesa z Max Plank Institute w Heidelbergu, wiemy z dużą dokładnością kiedy w najbliższej przyszłości do tego dojdzie. Aby to osiągnąc naukowiec przeanalizował dane zebrane przez należącego do ESA satelitę Hipparcos, który w latach dziewięćdziesiątych ubieglego stulecia przeskanował 50 tysięcy gwiazd.

Nie ma wątpliwości, że Ziemia kiedyś doświadczy bombardowania na skutek wyrzucenia z obłoku Oorta wielu ciał niebieskich, asteroid i komet. Pytanie tylko kiedy do tego dojdzie. Niestety poziom wiedzy jaki mamy w tej chwili jest zupełnie niewystarczający, aby właściwie ocenić ryzyko. Wyliczenia na temat czasu przybycia gwiazdy Hip 85605 też mogą być obarczone sporym błędem.
Nawet jeśli z jakiegoś powodu ta najbliższa "gwiazda śmierci" jednak nie doleci w nasze okolice to już za 1,3 miliona lat o obłok Oorta zaczepi brązowy karzeł, GL 710. Nie można też niestety wykluczyć, że obłok zostanie zaburzony przez jakiś rodzaj obiektu o silnej grawitacji, którego nie jesteśmy w stanie zaobserwować, na przykład wędrującą czarną dziurę, czy też magnetar. W każdym z tych scenariuszy byłoby to niszczące dla planet z Układu Słonecznego.

piątek, 19 grudnia 2014

KOMETY I ASTEROIDY SPRAWIAJĄ NAUKOWCOM KŁOPOTY

Kometa ISON - foto: Michael Jäger
Zwykło się przyjmować, że asteroidy i komety to zupełnie inne ciała niebieskie. Jednak ostatnie badania wskazują na to, że podziały te mogą być tylko symboliczne i wynikają raczej z braków wiedzy nowoczesnej nauki.
Ostatnie badania wskazują na to, że różnice między oboma klasami kosmicznych obiektów są niejasne, a wyznacznikiem tego czy mamy do czynienia z kometą czy asteroidą nie jest już tylko warkocz ciągnięty za obiektem. Naukowcy odkrywają ostatnio asteroidy bardzo podobne do komet, oraz komety zachowujące się jak asteroidy.
Dotychczas utarło się twierdzenie, że komety to coś w rodzaju brudnych kul lodu. Oprócz tego zawierają one substancje lotne takie jak metan, amoniak, cyjanowodór czy dwutlenek węgla. Przyjęło się uważać, że powstały one jeszcze zanim powstało nasze Słońce, ponieważ tylko w niskich temperaturach związki te mogłyby się ustabilizować.
Komety mają przeważnie wydłużone orbity sięgające aż za orbitę Neptuna. Niektóre z nich zbliżają się do Słońca, co kilkadziesiąt lat, inne, co kilka tysięcy, a jeszcze inne pojawiają się w naszej okolicy tylko raz. Spektakularny warkocz komet, stanowiący ich znak rozpoznawczy, to oczywiście efekt oddziaływania ciepła słonecznego.
Asteroida P/2013 P5 z pyłowymi warkoczami - źródło: HST
Z kolei planetoidy i asteroidy składają się przeważnie ze skał i metali, czyli powinny mieć znacznie większą gęstość. Jednak na ich powierzchni spotyka się też lód i inne substancje chemiczne, które mogą się zachowywać bardzo podobnie do komet.
Wątpliwości naukowców zostały jeszcze wzmożone po dwóch misjach kosmicznych, japońskiej Hayabusa,  która zakończyła się lądowaniem na asteroidzie, oraz europejskiej Rosetta, której celem było zbadanie w podobny sposób komety.
Kometa 67P zbadana ostatnio w ramach msji Rosetta - źródło: ESA
Od wielu lat prowadzone są obserwacje obiektów znajdujących się w Pasie Asteroid między Marsem, a Jowiszem. W tym obszarze przestrzeni odnaleziono już kilkanaście obiektów, które wcześniej brano za asteroidy, ale które ewidentnie emitują pył i różnego rodzaju gazy.
Eksperci nazywają je raz kometami,  a raz asteroidami aktywnymi. Mają to być obiekty, które w przeciwieństwie do komet nie zwiększają tak dynamicznie swojego warkocza zbliżając się do Słońca. Poza tym specjaliści sugerują, że takie asteroidy obracają się bardzo szybko rozpraszając emitowane przez nie substancje.
Spór odnośnie nomenklatury i definicji tak podobnych ciał niebieskich jak komety i asteroidy z pewnością potrwa jeszcze bardzo długo. Mogą się pojawić nowe dane i dowody, które ostatecznie przekonają naukowców, co do tego czy różnice między tymi typami obiektów są tylko kwestią umowną.

źródło:tylkoastronomia.pl

sobota, 6 grudnia 2014

ŚWIATOWI NAUKOWCY WZYWAJĄ DO STWORZENIA SYSTEMU CHRONIĄCEGO PRZED ASTEROIDAMI

Źródło: 123rf.com
Jak już wielokrotnie mieliśmy okazję się przekonać, wszystkich potencjalnie niebezpiecznych asteroid nie da się wykryć w odpowiednim czasie, gdy obiekt znajduje się jeszcze wystarczająco daleko od Ziemi. Dlatego naukowcy wzywają do natychmiastowego działania w sprawie utworzenia systemu przedwczesnego wykrywania niebezpiecznych dla naszej planety asteroid.
Ponad 100 astronautów i naukowców z całego świata podpisało deklarację, w której domagają się zwiększenia starań na rzecz ochrony Ziemi przed asteroidami. Eksperci ostrzegają, że obecnie znamy i obserwujemy tylko 1% wszystkich obiektów, które mogą uderzyć w naszą planetę, i z tego powodu nasze życie jest poważnie zagrożone.
Co więcej, na 30 czerwca 2015 roku zaplanowano wielkie wydarzenie - Dzień Świadomości o Asteroidach, na którym naukowcy z całego świata będą edukować ludzkość w sprawie niebezpieczeństwa, jakie nam zagraża. Data nie została wybrana przez przypadek. 30 czerwca 1908 roku doszło do tzw. katastrofy tunguskiej.
Tego dnia odbędą się między innymi koncerty muzyczne, wydarzenia społeczne, wykłady i inne programy edukacyjne. Wszystko to ma na celu uświadomienie ludzi z całego świata a przede wszystkim wezwanie, aby zwiększono "stukrotnie" działania na rzecz ochrony Ziemi.

środa, 19 listopada 2014

NALEŻĄCA DO NASA GRUPA NEAR EARTH OBJECT OPUBLIKOWAŁA MAPĘ WIZUALIZUJĄCĄ UPADKI ASTEROIDÓW NA ZIEMIĘ

Agencja kosmiczna NASA, a właściwie działająca w ramach tej organizacji grupa robocza badająca obiekty przelatujące w pobliżu Ziemi (NEO - Near Earth Object) opracowała mapę, która pokazuje, że małe asteroidy często wpadają w ziemską atmosferę, która na szczęście w większości przypadków stanowi na tyle solidną barierę, że kosmiczne skały nie dolatują w całości do powierzchni Ziemi.
Mapa wizualizuje dane zebrane przez amerykańskie czujniki dokonujące detekcji fal infradźwiękowych. Naniesiono na nią miejsca, w których doszło do incydentów z obiektami z kosmosu, do których doszło w latach od 1994 do 2013 r. Dane wskazują na to, że Ziemia była narażona na uderzenia bardzo wielu relatywnie małych asteroidów, które doprowadziły do ​​powstania tak zwanych "kul ognia". W sumie w ciągu dwudziestu lat było aż 556 takich incydentów.
Prawie wszystkie asteroidy miały na tyle niewielkie rozmiary, że nie przetrwały wejścia w atmosferę. Takie kolizje są na ogół bezpieczne. Niekiedy jednak dochodzi do poważniejszych zdarzeń, czego dowodem może być tak zwany meteor czelabiński. Było to zdecydowanie największe ciało niebieskie, które uderzyło w Ziemię w tym okresie czasu.
Nowe dane statystyczne mogą pomóc naukowcom w szacowaniu rozkładu i wielkości obiektów, których orbity są niebezpiecznie blisko do ziemskiej, w tym obiektów o dużych rozmiarach, które mogą stanowić realne zagrożenie dla Ziemi.
Detekcja i katalogowanie niebezpiecznych asteroidów wykonuje się w celu ochrony naszej planety. Incydent nad Uralem otrzeźwił wiele agencji kosmicznych na świecie, ale nadal nie widać skoordynowanych działań poszukiwawczych, w których brałoby udział kilka krajów jednocześnie, w ramach wspólnych programów poszukiwawczych.
Nieco przerażające jest to, że wiemy jedynie o ułamku procenta wszystkich potencjalnie niebezpiecznych ciał niebieskich. Praktycznie co tydzień dowiadujemy się o obiektach, które zostały wypatrzone na kilka dni przed przelotem, a nawet po przejściu w okolicy naszej planety. Jeśli to nie ulegnie zmianie, któregoś dnia incydent podobny do czelabińskiego, powtórzy się i jego skutki mogą być dużo bardziej poważne.


poniedziałek, 3 listopada 2014

NAUKOWCY ODKRYLI ŚLADY KOLIZJI Z ZIEMIĄ PODWÓJNEJ ASTEROIDY

Źródło: dreamstime.com
Wiele z asteroidów przemierzających kosmos nie jest po prostu pojedynczą skałą. Zdarzają się obiekty podwójne, a nawet potrójne. Wygląda na to, że hiszpańscy naukowcy odkryli w Szwecji krater wskazujący na to, że 458 milionów lat temu na Skandynawię spadł taki podwójny obiekt.
NASA szacuje, że jeśli w przyszłości wykryjemy asteroidę na kursie kolizyjnym z Ziemią, to jest aż 15% szans, że będzie to obiekt podwójny. Prawdopodobnie oba ciała niebieskie były wynikiem kolizji w pasie asteroid między Jowiszem i Marsem, do której mogło dojść mniej więcej 12 milionów lat wcześniej. Warto w tym momencie przypomnieć, że bardzo podobne pochodzenie przypisuje się meteorowi czelabińskiemu.
Ślady po tej kosmicznej kolizji sprzed 458 milionów lat znajdują się w środkowej Szwecji, w miejscu gdzie kiedyś znajdowały się płytkie morze. Pozostałości to dwa kratery. Jeden zwany Lockne, o średnicy 7,5 km znajdujący się w okolicy miasta Oestersund, oraz drugi mniejszy, mierzący około 700 metrów, w pobliżu Malingen. Oba kratery dzieli jedynie 16 km, co zaintrygowało specjalistów.
File 38858
Naukowcy z Hiszpanii stwierdzili, że to nie jest przypadek i przeprowadzili pogłębione badania, które pozwoliły ustalić ponad wszelką wątpliwość, że na Skandynawię spadła kiedyś podwójna asteroida. Większy obiekt miał około 600 metrów średnicy a drugi około 150 metrów.
Właściwie nie była to standardowa podwójna asteroida, w której jeden obiekt obiega drugi, ale raczej klaster szczątków kolizji, które akurat znalazły się w nieodpowiednim miejscu i czasie. Zdaniem ekspertów podwójne zderzenie sprzed 458 milionów lat temu mogło być częścią deszczów meteorów, które nękały Ziemię po tym, gdy w doszło do poważnych kolizji w pasie asteroid, skutkujących rozpadem wielu obiektów.
Padają też sugestie, że pozytywne zmiany w ziemskim ekosystemie, które skutkowały wielkim wzrostem bioróżnorodności odnotowanym w Ordowiku, mogły być wywołane przez upadek asteroidy. Zdarzenie takie, wzmacniane licznymi w tamtym okresie deszczami meteorów, spowodowało w długim okresie pozytywne zmiany skutkujące tym, że Ziemia stała się cieplejsza, było więcej CO2, co skutkowało lepszym wzrostem roślinności, co przełożyło się na eksplozję życia biologicznego w okresie następującym po udokumentowanej właśnie podwójnej kolizji z asteroidami.

wtorek, 23 września 2014

SYSTEM NASA PRZEZNACZONY DO WYKRYWANIA NIEBEZPIECZNYCH ASTEROIDÓW WŁASCIWIE NIE FUNKCJONUJE

Źródło: 123rf.com
Amerykanie przeprowadzili niedawno audyt systemu wykrywania niebezpiecznych asteroidów, utworzonego w 2005 roku w imieniu Kongresu Stanów Zjednoczonych. Jego celem jest monitorowanie co najmniej 90 procent obiektów bliskich Ziemi o średnicy większej niż 140 metrów średnicy. Okazało się, że stan systemu jest tak zły, że praktycznie nie działa.
Audytorzy zauważyli, że podstawowe bolączki to słaba koordynacja z innymi ośrodkami obserwacyjnymi i śmieszne finansowanie w wysokości 40 milionów dolarów, nie dają szans na interakcję z innymi organizacjami, które zajmują się wypatrywaniem asteroidów, które mogą być na kursie kolizyjnym z Ziemią. W tej chwili każda agencja kosmiczna robi to we własnym zakresie.
Raport pokontrolny przeprowadzony w NASA wskazuje, że system wykrywania obiektów NEO ( Near Earth Object) był w stanie zidentyfikować tylko 10% z ogólnej liczby szczególnie niebezpiecznych asteroid. Ostatnie doświadczenie z upadkiem asteroidy na Uralu jest przykładem skutków takiej beztroski.
File 38254
Na szczęście w przypadku meteoru czelabińskiego rozpadł się on jeszcze przed zderzeniem z Ziemią, a incydent wywołał tylko falę uderzeniową, która rozbiła szyby w setkach domów powodując tym samym tysiące ran ciętych. Konsekwencje upadku asteroidy o średnicy 18 metrów byłyby katastrofalne. Siła uderzenia byłaby porównywalna do wybuchu jądrowego o mocy 30 kiloton, co mogłoby dodatkowo doprowadzić świat na skraj wojny nuklearnej.
W tak niepewnych czasach, w których żyjemy, system wczesnego wykrywania niebezpiecznych asteroidów może kluczowy dla uratowania tysięcy istnień ludzkich, które mogłyby zginąć na skutek omyłkowego odwetowego ataku jądrowego, do którego mogłoby dojść niemożliwości ustalenia czy dany kraj jest atakowany czy też ma do czynienia z niespodziewaną katastrofą naturalną pochodzenia kosmicznego.
Ludzkość powinna zjednoczyć swoje wysiłki w celu wdrożenia programu wczesnego wykrywania obiektów NEO. Jest to tym bardziej potrzebne ponieważ ostatnio zaobserwowano zdecydowany wzrost ilości przelatujących w okolicy Ziemi obiektów, o których istnieniu astronomowie dowiadują się na kilka dni czy godzin przed przejściem w pobliżu naszej planety.



niedziela, 14 września 2014

WEDŁUG NAUKOWCÓW SETKI ASTEROID MOGĄ SPAŚĆ NA ZIEMIĘ W CIĄGU NAJBLIŻSZYCH 100 LAT


Źródło: dreamstime.com
Jak wiadomo Ziemia nie znajduje się w stałej pustej przestrzeni. Nasza planeta porusza się wraz z całym Układem Słonecznym wewnątrz naszej Galaktyki i napotyka na różne obszary przestrzeni, które zawierają znacznie więcej kosmicznego gruzu. Wiele wskazuje na to, że właśnie wlatujemy w taki fragment kosmosu.
Naukowcy z NASA, opierając się na obserwacjach obiektów zlokalizowanych w pobliżu Ziemi w ciągu ostatnich 60 dni, ustalili, że przy utrzymaniu takiego natężenia pojawiających się nagle asteroid typu NEO (Near Earth Object), w latach od 2017 do 2113, możemy się spodziewać nawet 400 kolizji z Ziemią.
Część z tych ciał niebieskich może mieć nawet około 100 metrów średnicy, a to oznacza, że są w stanie wywołać znaczne zniszczenia. Dość wspomnieć, że asteroida, która spadła na Rosję w lutym 2013 roku miała tylko około 15 metrów średnicy.
File 38092
Poważni naukowcy przyznają, że gdzieś tam znajduje się jedno, lub nawet kilka ciał niebieskich, które znajdują się na kursie kolizyjnym z Ziemią. Problem polega na tym, że nadal, mimo postępów w zakresie astronomii, jesteśmy właściwie ślepi na takie zagrożenia. Skoro naukowcy nie wykluczają, że możemy wlatywać w jakiś nowy pas asteroid, to może rzeczywiście nie doceniamy powagi sytuacji?


Komentarze