Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oceany. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oceany. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 listopada 2018

OCEANY I PRĄDY OCEANICZNE - JAK WPŁYWAJĄ NA KLIMAT ZIEMI?

Oceany stanowią prawie 71% powierzchni naszej planety, łącznie zajmując ok. 361 mln km². Są siedliskiem dla tysięcy gatunków ryb, koralowców, skorupiaków i wielu innych stworzeń. Są również bardzo ważnym czynnikiem kształtującym klimat na naszej planecie. W tym wpisie postaramy się w miarę szczegółowo przedstawić ten właśnie aspekt.  Akweny wodne cechuje olbrzymia zdolność do magazynowania ciepła, które jest przekazywane do atmosfery. Oceany za pomocą prądów przenoszą zmagazynowane ciepło na cały obszar kuli ziemskiej. Te olbrzymie zbiorniki wodne są również podstawowym źródłem wilgoci  dla atmosfery jak również i dla obszarów lądowych. Jak to się dzieje, że ciepła woda w jednym miejscu, może zostać przetransportowana w inne miejsce, oraz co sprawia, że oceany są podstawowym źródłem opadów, nawet dla obszarów, które nie znajdują się bezpośrednio w ich sąsiedztwie? Tego i wielu innych rzeczy, dowiecie się, jeśli do końca przeczytacie nasz artykuł. Zapraszamy na szczegóły.

czwartek, 21 stycznia 2016

OCEANY POBIERAJĄ CORAZ WIĘCEJ CIEPŁA

Badanie zdolności oceanu do wychwytywania ciepła odgrywa bardzo ważną rolę w monitorowaniu zmian klimatycznych i globalnego ocieplenia. Według opracowania opublikowanego w czasopiśmie Nature Climate Change, ilość ciepła absorbowanego przez oceany, w ciągu ostatnich 18 lat podwoiła się.
Około 35% tego ciepła przenika do głębokości poniżej 700 m. Zdaniem uczonych, proces ten nadal postępuje. W celu ustalenia, w jaki sposób ewoluowała przyswajalność cieplna oceanów w okresie od 1865 do 2015 roku, amerykańscy naukowcy wykorzystali dane z różnych źródeł, między innymi z naukowych wypraw morskich pod koniec XIX wieku i z ostatnich pomiarów.
Wskaźniki zostały podzielone na trzy grupy: górną warstwę (0 - 700 m), pośrednią (700 - 2000 m) i głęboką (> 2000 m). Na tej podstawie stwierdzono zmiany zawartości ciepła w oceanie, które zachodziły szczególnie szybko wraz z postępem epoki przemysłowej na Ziemi. Eksperci sądzą, że przyspieszona absorpcja zachodzi w tych najniżej położonych głębinach oceanu.
Zrozumienie tego, jak wygląda wymiana cieplna miedzy oceanami a atmosferą jest kluczowe dla przygotowania właściwych modeli symulujących, jakie będą konsekwencje ocieplenia. Może to pozwolić precyzyjnie ustalić, jakiego poziomu wód oceanu należy się spodziewać w jego wyniku. Nie jest też do końca jasne, co stanie się z tym zmagazynowanym ciepłem. Nie można wykluczyć, że w jakiś sposób wróci jakoś do atmosfery, czego skutków nie sposób przewidzieć.
Źródło: zmianynaziemi.pl

piątek, 4 grudnia 2015

ZAOBSERWOWANO WZROST ILOŚCI FITOPLANKTONU W OCEANACH


Jeszcze niedawno naukowcy byli przekonani, że pod wpływem zanieczyszczeń i zakwaszenia oceanów, znajdujący się tam fitoplankton zginie, co doprowadzi do zniszczenia łańcuchów pokarmowych. Jednak ostatnie badania wskazują na to, że ilość planktonu, na przekór uczonym, w ciągu ostatniej dekady znacznie wzrosła.
Mogłoby się wydawać, że to dobra wiadomość, ale w rzeczywistości jest to nieco niepokojące zjawisko, które martwi biologów, ponieważ nie rozumieją, co się dzieje. Aby lepiej zrozumieć te niezwykłe procesy, konieczne były pogłębione badania, ponieważ nie jest to do końca jasne, czy taki szybki wzrost planktonu jest korzystny ze względu na obfitość pokarmu dla innych organizmów morskich, czy też szkodliwy.
Badanie przeprowadzone przez naukowców z Johns Hopkins University wskazuje na dziesięciokrotny wzrost ilości jednokomórkowych glonów. Ich liczba zaczęła szybko rosnąć już po 2000 roku. Eksperci przyznają, że dzieje się coś dziwnego i następuje to bardzo szybko, co obala wszelkie obecnie uznawane hipotezy.
Naukowcy przeanalizowali też dane na temat rozwoju planktonu w północnym Oceanie Atlantyckim i na Morzu Północnym, Badano fluktuację ilości tych organizmów od połowy lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Rezultatem była konkluzja, że za nadzwyczajny rozkwit tego typu życia morskiego odpowiada podwyższony poziom dwutlenku węgla w oceanach.
Innymi słowy, nastąpił dokładnie odwrotny efekt, niż zakładany, ponieważ sądzono, że wzrost kwasowości oceanów spowodowany zwiększoną obecnością dwutlenku węgla wpłynie negatywnie na liczbę tych organizmów, ale tak się nie stało. Uznano zatem, że najprawdopodobniej w cieplejszych okresach między zlodowaceniami namnaża się więcej fitoplanktonu. Zasugerowano też, że obserwowane zjawisko może odgrywać rolę kanarka w kopalni i wskazywać, gdy coś nietypowego dzieje się z klimatem.
Źródło: zmianynaziemi.pl

wtorek, 1 września 2015

NIEUBŁAGANIE WZRASTA POZIOM MÓRZ I OCEANÓW


Źródlo: www.suggestkeyword.com
W środę, 26 sierpnia, 2015 w agencji kosmicznej NASA odbyła się telekonferencja na temat aktualnych prognoz wzrostu poziomu morza. Grupa ekspertów z nowo utworzonego zespołu naukowego badającego zmiany poziomu morza (Sea Level Change Team) twierdzi, że poziom oceanu nieubłaganie rośnie, a przybrzeżne obszary zostaną zalane.
Za chwile jednak specjaliści dodali, że szybkość tych zmian nadal pozostaje nieznana.
"Ludzie muszą być przygotowani na poważne zmiany i zalanie wielu obszarów przybrzeżnych. Wzrost poziomu morza jest nieunikniony, pytanie tylko, jak szybko będzie miał miejsce, ten proces." - powiedział Joshua Willis, naukowiec z laboratorium NASA Jet Propulsion.
Na konferencji naukowcy powiedzieli, że wzrost poziomu oceanów zależy od trzech głównych czynników determinujących. Pierwszy - tak zwany współczynnik rozszerzalności cieplnej, polega na tym, że woda morska rozszerza się podczas ogrzewania i zajmuje większą objętość zwiększając poziom morza. Efekt ten dodatkowo pogarsza emisja gazów cieplarnianych. Drugim ważnym czynnikiem sprawczym wzrostu poziomu mórz i oceanów jest topnienie lodowców na Grenlandii i na Antarktydzie. Trzeci czynnik to topnienie lodowców górskich.
O ile zostanie utrzymany obecny kurs na ocieplenie klimatu, pokrywy lodowe i lodowce mogą nawet na jakiś czas zniknąć. W kontakcie z ciepłym powietrzem lodowce będą pękać i na przykład tworzyć góry lodowe które roztopią się w końcu w kontakcie z ciepłą wodą morską. Uważa się, że sama tylko pokrywa lodowa Grenlandii traci 303 giga tony Gt masy lodu rocznie i według niektórych ekspertów trend ten utrzymuje się w ciągu ostatnich dziesięciu lat.
Naukowcy z NASA twierdzą, że od początku XX wieku, poziom morza wzrósł o 20,3 cm. Symulacje ewolucji tej niepokojącej tendencji w XXI wieku wykazały, że na koniec tego stulecia poziom mórz może wzrosnąć o kolejne 90 cm. Niemniej jednak ważne jest, aby pamiętać, że dane te to po prostu uśrednienie, podczas gdy w niektórych obszarach poziomem morza na Ziemi wzrasta o wiele bardziej, podczas gdy w innych miejscach nie tylko nie wzrósł, ale nawet spadł. Na przykład poziom wód przybrzeżnych na zachodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych w ciągu ostatnich 20 lat obniżył się.
Większość naukowców zwraca uwagę na to, że dużym problemem jest to co dzieje się na wschodniej Antarktydzie. Skala w jakiej topnieją tam lodowce, niepokoi od dłuższego czasu. Ze względu na skomplikowaną budowę geologiczną i warunki panujące w wodach przybrzeżnych Antarktydy, nie można wykluczyć nawet zsunięcia się do oceanu dużej części znajdującej się tam pokrywy lodowej.
Źródło: zmianynaziemi.pl

poniedziałek, 13 lipca 2015

W WYNIKU GLOBALNEGO OCIEPLENIA, POZIOM WODY W OCEANACH MOŻE WZROSNĄĆ NAWET O SZEŚĆ METRÓW

Źródło: wiadomosci.wp.pl
Naukowcy odkryli, że 125 tysięcy lat temu, kiedy średnia temperatura na Ziemi była mniej więcej taka sama jak obecnie (a nie było przemysłu), poziom mórz i oceanów był wyższa niż obecny o około 6 metrów. Prowadzi to do oczywistej konkluzji, że w najbliższej przyszłości należy się spodziewać topnienia pokrywy lodowej, co może wywołać wzrost poziomu wody w oceanach.
Badacze stwierdzili, że w przeszłości temperatura ziemi wzrastała już do poziomu obserwowanego obecnie. Według danych uzyskanych z analiz rdzeni lodowych, mniej więcej 125 tysięcy lat temu przy takiej samej temperaturze poziom wód we wszechoceanie był wyższy niż obecny o około 6 m Oznacza to, że aktualny stan pokrywy lodowej planety nie jest jeszcze "zsynchronizowany" z obecną temperaturą powietrza.
Autorzy badania opublikowanego w czasopiśmie Science, wskazują, że po czasie, gdy mieliśmy okres ocieplenia, lód topnieje z rozpędu przez jakiś czas i aktywnie wpływa to na wzrost poziomu mórz. Naukowcy nie wykluczają, że obecnie możemy być świadkami powtórzenia sytuacji, która miała już miejsce 125 tysięcy lat temu.
Jeśli rzeczywiście obecny poziom mórz nie odpowiada globalnej temperaturze, to wkrótce linia brzegowa na całym świecie powinna się zmienić i to w sposób zdecydowany. Jeśli naukowcy znowu się nie mylą, to miasta nadmorskie czekają dramatyczne przeobrażenia i niewiele można zrobić aby temu przeciwdziałać.
Źródło: zmianynaziemi.pl

piątek, 5 czerwca 2015

"SYSTEM SLATA" POZWOLI NA OCZYSZCZENIE OCEANÓW ZE ŚMIECI?


Źródło: divers24.pl
Oceany pełne są plastikowych odpadków pozostawionych przez człowieka. Śmieci te zabijają każdego roku miliony żółwi, ryb, ssaków i ptaków. Plastikowe butelki czy torby znajdowane są nawet w najrzadziej odwiedzanych przez człowieka zakątkach oceanów.
W przyszłym roku rozpocznie się faza pilotażowa projektu Ocean Cleanup. Na początek pilotaż obejmie 2-kilometry wód przybrzeżnych wyspy Tsushima. Specjaliści szacują, że każdego roku z tej wyspy trafia do oceanu około 1 m3zanieczyszczeń na każdego mieszkańca.
Ocean Cleanup wykorzysta pomysł 19-letniego Boyana Slata, który w czerwcu ubiegłego roku opracował koncepcję taniego i prostego oczyszczenia oceanów ze śmieci. Przez kilka miesięcy ubiegłego roku zespół ochotników składający się ze 100 naukowców i inżynierów prowadził analizy wykonalności systemu Slata.
Eksperci są pewni, że dzięki temu pomysłowi można będzie oczyścić oceany. Po co poruszać się po oceanie, skoro ocean może przybyć do ciebie - mówią. Zamiast wykorzystywać łodzie i sieci do zbierania odpadków projekt Ocean Cleanups zakłada wykorzystanie długich unoszących się na wodzie barier, które będą zatrzymywały odpadki w miarę, jak pod barierami będzie przepływała woda. Cała woda przepłynie pod barierą, a lżejszy od wody plastik zatrzyma się na barierze. Rozwiązuje to problem przypadkowego chwytania stworzeń morskich, z którym mielibyśmy do czynienia w przypadku sieci. Bariery są skalowalne, mocuje się je do dna i mogą oczyszczać miliony kilometrów kwadratowych wód bez potrzeby przesuwania się chociażby o centymetr - stwierdzają eksperci.
W niedalekiej przyszłości Ocean Cleanup ma zamiar ustawić 100-kilometrową barierę, która usunie Wielką Pacyficzną Plamę Śmieci. To olbrzymia struktura, której powierzchnię ocenia się na od 700 000 do 15 000 000 kilometrów kwadratowych. Uformowała się ona stopniowo, w miarę jak prądy przynosiły w jedno miejsce zanieczyszczenia. Plama nie jest widoczna na zdjęciach satelitarnych i można jej nie zauważyć gołym okiem, gdyż składa się głównie z mikroskopijnych fragmentów tworzyw sztucznych. Plama zbiera gigantyczne żniwo śmierci wśród stworzeń żerujących w oceanach, gdyż połykają one plastik i żywią nim swoje młode. Usunięcie Wielkiej Pacyficznej Plamy Śmieci konwencjonalnymi metodami – czyli łodziami i sieciami – trwałoby około 79 000 lat i pochłonęłoby dziesiątki miliardów dolarów. Technika Slata pozwoli na zlikwidowanie jej znacznie mniejszym kosztem.
Ocean Cleanup, w ramach którego pracują inżynierowie, fizycy, oceanografowie, ekolodzy, specjaliści od finansów, recyklingu i prawa morskiego, ma zamiar stworzyć też system do oczyszczania delt rzecznych i innych szlaków wodnych, z których śmieci trafiają do oceanów.

niedziela, 17 maja 2015

ANTARKTYDA:SZYBKO TOPNIEJĄCY LODOWIEC LARSENA MOŻE PODNIEŚĆ POZIOM OCEANU O PÓŁ METRA

Źródło: monsterblog.blox.pl
Larsen C - czwarty największy lodowiec na świecie, zajmuje powierzchnię równą 55 tyś. kilometrów kwadratowych. Dla zobrazowania jest on dwa razy większy niż Belgia. Jednak nie wiadomo jak długo tak pozostanie, ponieważ Larsen C ulega szybkiemu niszczeniu.
Eksperci badający klimat i glacjolodzy ostrzegają, że lodowiec może podzielić los swojego poprzedników - Larsen A, który zniknął 20 lat temu i Larsen B. Topnienie lodowców w okolicach podbiegunowych jest bezpośrednio związane z występującym tam od niedawna ociepleniem. Prowadzi to do nieprzewidywalnych następstw od podnoszenia się poziomu mórz do zwiększonego parowania wody i jej kondensacji, co jest zapowiedzią deszczu i silnych huraganów.
Według glacjologów dzisiejsza sytuacja jest nawet bardziej niż niepokojąca. Poziom morza w wodach Atlantyku wzrósł nieco już poprzednio, a Larsen C jest zdecydowanie większy niż Larsen A i Larsen B razem wzięte. Jeśli ten lodowiec również się roztopi, możemy wyliczyć z modelu matematycznego, że poziom oceanów w 2100 roku może wzrosnąć nawet o pół metra. Nie będzie to tylko zmiana klimatu, ale praktycznie całej linii brzegowej na naszej planecie.
Lodowiec Larsen nosi swoją nazwę na cześć słynnego norweskiego badacza Antarktydy Karla Larsena, który prowadził u wybrzeży "białego kontynentu" połowy wielorybów. Karl Larsen wniósł znaczący wkład w badania w tym regionie świata. Był on kapitanem statku badawczego o nazwie "Antarktyda".
Źródło: zmianynaziemi.pl

piątek, 3 kwietnia 2015

CZY PODNOSZĄCY SIĘ POZIOM WSZECHOCEANU WYWOŁA GLOBALNY POTOP?

Jeśli ziszczą się hiobowe prognozy o wzroście poziomu mórz, które od dawna wieszczą wyznawcy teorii globalnego ocieplenia, to wiele krajów świata stanie przed problemem własnej egzystencji. W kłopotach nie będą tylko archipelagi na Pacyfiku czy Oceanie Indyjskim, ale też kraje takie jak położona w większości w depresji Holandia.
 Według naukowców współpracujących z ONZ-owskim Panelem ds. Zmian Klimatu - IPCC, od 1993 roku poziom wszechoceanu wzrastał co roku o 3,2 mm. Ich zdaniem to bardzo dużo, ponieważ przedtem woda przyrastała o mniej więcej 1,2 mm rocznie. Stosując zwykłą matematykę stwierdzono, że do 2100 roku poziom oceanów, stosownie do utrzymanego tempa, wzrośnie od 50 cm do 2 metrów. Oznaczałoby to katastrofę dla obszarów położonych na wybrzeżu.
W rezultacie, przy utrzymaniu takiego niekorzystnego trendu, w ciągu najbliższych 80 lat, woda zabierze dziesiątki nabrzeżnych metropolii, a nawet zaleje całe państwa jak położona w depresji Holandia czy Malediwy, albo Kiribati. Te dwie ostatnie lokalizacje są szczególnie narażone.
Wyspiarski kraj Malediwy znajduje się na Oceanie Indyjskim. Słynny turystyczny raj, zdaniem naukowców, zniknie w ciągu najbliższych 50 lat. Większość wysp koralowych na których znajduje się ten kraj wystaje najwyżej metr ponad wodę. W czasie wielkiego tsunami w grudniu 2004 roku Malediwy zostały całkowicie przykryte wodą, wystawały tylko niektóre budynki
Dla mieszkańców Malediwów i znajdującego się na Pacyfiku archipelagu Kiribati, który ma ten sam problem, wzrost poziomu mórz to wyrok na ich dotychczasowe życie i egzystencję państwową. Jako pewną opcję przetrwania przedstawia się przesiedlenie mieszkańców do Australii, która wciąż ma wiele niezamieszkałych obszarów. Jednak to radykalna zmiana, która może spowodować, że unikalna kultura danego narodu przepadnie bezpowrotnie roztapiając się w lokalnym społeczeństwie australijskim.
W Europie podnoszenie się poziomu mórz będzie szczególnie odczuwalne w Holandii. Ukształtowanie terenu tego kraju powoduje, że można się spodziewać licznych powodzi, które obejmować będą niemal całą powierzchnię kraju. Holandia od dawna walczy z wodą i jest to chyba najlepiej przygotowane państwo świata do radzenia sobie z takimi kataklizmami. Jednak trwałe zalanie terytorium, które grozi w tym wypadku, to już zupełnie inna sprawa i skomplikowany system zapór może nie wystarczyć.
Na celowniku jest też Wenecja. Starożytne miasto, które było domem najdłużej trwającej Republiki w historii świata, jest krytycznie zagrożone. Nie ma dużej przesady w twierdzeniu, że Wenecja idzie pod wodę. Tak zwana aqua alta występuje tam częściej i tym samym jest bardziej dolegliwa niż w przeszłości. Jeszcze 100 lat temu było główny plac Świętego Marka był zalewany 9 razy do roku, a w 2014 aż 200 razy. Obecnie połowa miasta jest regularnie zalewana. Przewiduje się, że do 2028 roku miasto stanie się niezdatne do zamieszkania.
Jeśli przewidywania naukowców z IPCC się sprawdzą, kłopoty czekają też Stany Zjednoczone. Na samej Florydzie zagrożone jest 150 miast o populacji ponad 2,7 miliona osób. Problemy może mieć stan Nowy Jork, ale też Kalifornia. Na szczęście wzrost poziomu morza następuje raczej powoli, co pozwala na dostosowanie się do zachodzących zmian.
Dla równowagi trzeba zaznaczyć, że teoria jakoby globalny wzrost poziomu oceanów następował w zastraszającym tempie ma też wielu adwersarzy. Naukowcy zwracają uwagę, że są miejsca na Ziemi, w których poziom oceanu nie zmienił się w ciągu ostatnich dekad, oraz wiele miejsc gdzie wzrósł lokalnie znacznie bardziej niż przepowiadali eksperci IPCC. Oznacza to, że ludzie nie do końca rozumieją zachodzące procesy, ale zadziwiająco chętnie stwierdzają, że to nasza wina i jedynym ratunkiem jest nałożenie kolejnego podatku ratującego nie Ziemię, ale stan konta cwaniaków.
Źródło: zmianynaziemi.pl

sobota, 21 marca 2015

TOPNIEJĄCA ANTARKTYDA MOŻE PODNIEŚĆ POZIOM OCEANÓW O TRZY METRY


Źródło: pl.pzm.wikia.com
Poziom oceanów w skali globalnej może niebezpiecznie wzrosnąć w wyniku topnienia jednego z największych lodowców na Antarktydzie. Od dłuższego czasu glacjolodzy ostrzegają, że coś dziwnego dzieje się na wschodzie tego południowego kontynentu. Najnowsze ustalenia, opublikowane w magazynie Nature Geoscience, rzucają nieco światła na przyczyny tego zjawiska.
Nie można powiedzieć że Antarktyda cierpi na niedobory lodu. W zeszłym roku zanotowano tam maksymalną powierzchnię pokrywy lodowej od przynajmniej dekady. Nie oznacza to jednak, że naukowcy nie mają powodów do niepokoju. Na wschodzie kontynentu dochodzi bowiem do trudnego do wytłumaczenia topnienia największych lodowców.
Ostatnio pod lodowcem Totten odnaleziono dwa kanały o szerokości do pięciu kilometrów zawierające luźny śnieg i lód. Zajmuje on dużą część wschodniej Antarktydy i według pomiarów staje się coraz cieńszy. Najnowsza teoria wyjaśniająca ten stan rzeczy wini za to ciepłą wodę z oceanu.
Słona woda, jest cięższa od wody słodkiej i dostaje się pod lodowiec, co może powodować nagrzewanie jego podstawy i w konsekwencji topnienie lodu. Dane wskazujące na taki stan rzeczy zostały ostatecznie potwierdzone przez pomiary radarowe, grawitacyjne i badania pola magnetycznego.
Wcześniej obserwowano aktywne topnienie lodowców w zachodniej Antarktydzie. Nowe badania wykazały, że te same procesy są typowe dla terenów na wschodzie kontynentu. Jeśli proces zaczyna nabierać tempa i lodowce całkowicie stopnieją, to grozi to podniesieniem poziomu mórz o co najmniej 3,3 m. Doprowadziłoby to do zalania dużych obszarów gruntów położonych poniżej przyszłego poziomu wody. Jednak eksperci uspokajają, że proces ten może potrwać nawet kilkaset lat.
 Źródło: zmianynaziemi.pl

sobota, 21 lutego 2015

ZA POMOCĄ SATELITY BĘDZIE MOŻNA MIERZYĆ ZAKWASZENIE OCEANÓW


Źródło: pl.wikipedia.org
Wzrastające zakwaszenie oceanów jest poważnym problemem, ponieważ wywołuje nieodwracalne zmiany w środowisku morskim. Właśnie z tego powodu znikają rafy koralowe i rozpuszczają się muszle morskich skorupiaków. Naukowcy opracowali właśnie nową metode do szacowania skali tego niekorzystnego zjawiska i mają zamiar do tego wykorzystać satelity.
Zespół naukowców z francuskiego instytutu Ifremer (Institut français de recherche pour l'exploitation de la mer) we współpracy ze specjalistami z Uniwersytetu w Exeter, Plymouth Marine Laboratory i ESA opracował metodę, dzięki której do pomiarów kwasowości oceanów będzie można stosować metody satelitarne, dzięki czemu możliwe będzie dużo dokładniejsze określenie skali problemu.
Dzięki grupie należących do ESA satelitów, klimatolodzy i biolodzy morscy będą mogli prowadzić monitoring dużych obszarów oceanu, które zwykle są niedostępne dla statków badawczych. Naukowcy uważają, że dokładne śledzenie zmian w kwasowości oceanów jest kluczowe ponieważ mogą mieć negatywny wpływ na niektóre z ekosystemów morskich, które są jednym głównych zasobów ludzkiej cywilizacji.
Nowe metody pozwalające na użycie satelitarnych kamer termowizyjnych do pomiaru temperatury oceanu i mikrofalowych czujników do pomiaru zasolenia, otwierają zupełnie nowe możliwości. Wszystkie te pomiary mogą być stosowane do znacznie szybszego oszacowania zakwaszania i to na znacznie większej powierzchni, niż było to możliwe dotychczas .

sobota, 14 lutego 2015

CO ROKU DO OCEANÓW DOSTAJE SIĘ 8 MILIONÓW TON TWORZYW SZTUCZNYCH

Źródło: serc.carleton.edu
Grupa amerykańskich naukowców z zakresu oceanografii, opublikowała w czasopiśmie Science, wyniki swoich badań. Wynika z nich, że co roku do ekosystemu oceanów dostaje się ponad 8 mln ton odpadów z tworzyw sztucznych produkowanych przez człowieka. Plastik pozostaje w oceanach, ewentualnie ulegając granulacji i w konsekwencji zabija zarówno florę i faunę dodatkowo zanieczyszczając śmieciami plaże i wybrzeża.
Po przeanalizowaniu różnych statystyk, eksperci stwierdzili, że co roku w 192 krajach na całym świecie pojawia się w sumie 275 milionów ton odpadów z tworzyw sztucznych, z których około 3% kończy w morzach i oceanach. To ogromna ilość plastikowych toreb, butelek, opakowań, zabawek i innych drobnych przedmiotów.
Żeby tego uniknąć, eksperci sugerują, aby rozwinąć przemysł zbioru i przetwarzania odpadów, i dla zachęty stworzyć jakąś formę wsparcia finansowego ze strony rządów i organizacji międzynarodowych, dla firm, które chciałyby się zająć odławianiem plastikowych śmieci. Zdaniem ekspertów, konieczne jest zainwestować dodatkowych środków zwłaszcza w krajach tak zwanych gospodarek wschodzących (emerging markets).
Według amerykańskich naukowców, najwięcej odpadów z tworzyw sztucznych - 2,4 mln ton, lub 30% wszystkich plastików dostających się do oceanu to wina Chin. Za nim na liście głównych zanieczyszczających są Indonezja, Filipiny, Wietnam, Sri Lanka, Tajlandia, Egipt, Malezja, Nigeria i Bangladesz.
Z krajów uprzemysłowionych w pierwszej dwudziestce zanieczyszczenia środowiska morskiego były też państwa wchodzące w skład UE i USA. Europejczycy zostali sklasyfikowani na 18 miejscu, Stany Zjednoczone na 20 .

niedziela, 14 grudnia 2014

OCEANY SĄ PEŁNE PLASTIKU


źródło:wikipedia
Aż sześć lat trwało ustalanie skali skażenia oceanów plastikiem. Rezultaty są szokujące, wynika z nich, że w oceanach znajduje się około 5,2 tryliona cząsteczek plastiku, który w sumie waży około 268 940 ton.
 Wszystkie większe szczątki plastikowe, które unoszą się na wodach oceanu z czasem doznają fragmentacji i skończą w formie niewielkich kuleczek, które skutecznie zanieczyszczą morski ekosystem. Oznacza to, że przyswajają to na przykład ryby, które spożywamy. Nie jest to więc dla nas informacja neutralna, która nas nie dotyczy.
Niektóre rodzaje plastiku toną w wodzie (Polikarbonaty, Polistyreny etc.) podczas gdy inne mają wyporność wystarczająca do unoszenia się na falach (LDPE, HDPE, Polipropyen etc.). To właśnie plastiki utrzymujące się na powierzchni są powodem skażenia. Światło słoneczne i fale to czynniki wystarczające do ich fragmentacji, ale bynajmniej nie do usunięcia z ekosystemu.
Eksperci zwracają też uwagę, że cząstki plastiku chętnie wchłaniają trucizny rozpowszechnione w oceanach, takie jak PCB, DDT i inne pestycydy. Oznacza to, że ich oddziaływanie na środowisko jest jeszcze bardziej fatalne.

niedziela, 16 listopada 2014

ZANOTOWANO KOLEJNY WZROST TEMPERATURY OCEANÓW

Anderson Mancini, CC-BY 2.0
Podczas tegorocznego lata zanotowaliśmy najwyższą średnią temperaturę powierzchni oceanów od czasu wykonywania regularnych pomiarów. Średnia temperatura była wyższa niż rekordowa z pamiętnego roku 1998 gdy wystąpiło silne zjawisko El Niño - mówi profesor Alex Timmermann z University of Hawaii.
W latach 2000-2013 temperatury powierzchni oceanów nie rosły, jednak w bieżącym roku doszło do ponownego wzrostu. Wzrost ten jest spowodowany główne sytuacją na Północnym Pacyfiku, który ogrzał się bardziej niż kiedykolwiek wcześniej w historii pomiarów. Doprowadziło to do zmiany przebiegu tras huraganów, osłabienia pasatów i wymierania raf koralowych na Hawajach - dodaje uczony.
Jego zdaniem już w styczniu bieżącego roku doszło do niezwykle szybkiego wzrostu temperatury powierzchni oceanów poza tropikalnymi obszarami Północnego Pacyfiku. W kwietniu i maju zachodnie wiatry wepchnęły olbrzymie ilości ciepłej wody, znajdującej się zwykle na zachodzie Oceanu Spokojnego, do wschodnich części Pacyfiku. Woda ta rozprzestrzeniła się w kierunku północnym uwalniając do atmosfery olbrzymie ilości ciepła, które przez niemal dekadę było uwięzione w wodach Zachodniego Pacyfiku. „Rekordowo duże stężenie gazów cieplarnianych i niezwykle słabe letnie pasaty na Północnym Pacyfiku, które zwykle ochładzają powierzchnię oceanu, przyczyniły się do dalszego zwiększenia temperatury. Teraz ciepłe wody rozprzestrzeniły się od regionów na północ od Papui Nowej Gwinei po Zatokę Alaska.
Źródło:kopalniawiedzy.pl

poniedziałek, 20 października 2014

WEDŁUG DUŃSKICH NAUKOWCÓW POZIOM MÓRZ W XXI WIEKU PODNIESIE SIĘ O 80 CM

Źródło: 123rf.com
Duńscy naukowcy z Niels Bohr Institute przekonują, że w najbliższych dekadach dojdzie do znaczącego podniesienia się poziomu mórz i oceanów na świeci. Na dodatek uważają oni, że wzrost poziomu morza spowodowany będzie przez globalne ocieplenie, którego de facto nie ma od 15 lat.
Według uczonych każdego roku, problem globalnego ocieplenia staje się coraz bardziej dotkliwy. Oczekiwany wzrost temperatury prowadzi do tego, że znacznemu uszczupleniu ulegną wszelkie lodowce górskie i polarne czapy lodowe. Zdaniem duńskich specjalistów, innym ważnym czynnikiem wpływającym na nieuchronne podnoszenie się poziomu mórz jest aktywne korzystanie z wód podziemnych. Są one wydobywane z ziemi, a następnie cała ta woda dostaje się do oceanów.
Naukowcy opisali najgorszy scenariusz, wedle którego morze dojść do wzrostu poziomu morza aż o 1,8 m. Jednak jego prawdopodobieństwo jest niskie i wynosi nie więcej niż 5%. Jednak jak zaznaczają przewidzenie zmian w przyszłości jest trudne i mogą występować różne warianty. Rzekomi uczeni dodają, że to globalne ocieplenie sprawia, że ​​dokładne przewidywania rozwoju wypadków jest niezwykle trudne.
File 38681
Żródło: Aslak Grinsted, NBI
Jednym z oczywistych zagrożeń dla ludzkości na skutek podnoszenia się poziomu wody polega na tym, że miliony ludzi, którzy żyją w strefach przybrzeżnych będą musieli opuścić swoje domy. Woda może zalać wiele miast. Na dnie morza może się też znaleźć znaczna część Holandii i Danii. Ten sam los może spotkać całe atlantyckie wybrzeże Stanów Zjednoczonych.
Aby jednak ziściły się apokaliptyczne scenariusze kreślone przez duńskich uczonych konieczny jest przede wszystkim powrót globalnego ocieplenia. Cały czas trwa okres, który poplecznicy ONZ-owskiego IPCC ( Intergovernmental Panel on Climate Change - Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu) nazywają "pauzą w globalnym ociepleniu".
Stwierdzono, że nadmiar ciepła musi być absorbowany przez głębiny oceanów i trend wzrostowy temperatury powróci. Nie potwierdzają tego ostatnie badania NASA i NOAA, które wykazały, że temperatura głębszych partii oceanów pozostaje na niemal niezmienionym poziomie. Jeśli to nie ulegnie zmianie opowieści o podniesieniu poziomu mórz można uznać jedynie za teoretyzowanie.

sobota, 11 października 2014

NAUKOWCY ODKRYLI,ŻE TEMPERATURA GŁĘBIN W OCEANACH NIE WZRASTA.


Źródło: dreamstime.com
Naukowcy odkryli, że w ciągu ostatnich kilku lat, temperatura głębin w oceanach nie wzrasta. Stwarza to nowe problemy dla zwolenników teorii globalnego ocieplenia, bo według ich ideologów temperatura wody powinna stale rosnąć
Badanie, o którym mowa zostało przeprowadzone przez amerykańskich naukowców z Jet Propulsion Laboratory w NASA, a opublikowano je w prestiżowym czasopiśmie Nature Climate Change.
Według koncepcji klimatologów, ocieplenie klimatu Ziemi spowodowane jest przez działalność ludzi, którzy spalają paliwa kopalne i emitują tym samym dwutlenek węgla. Jednak w ostatnich latach, globalne ocieplenie zupełnie się zatrzymało, a stężenia gazów cieplarnianych w atmosferze wciąż wzrastają.
Według najbardziej popularnej teorii wyjaśniającej tę sprzeczność, nadmiar ciepła miał być pochłaniany przez głębiny oceanów. Aby sprawdzić tę hipotezę, autorzy przeanalizowali dane zebrane w ramach projektu "Argo". To nazwa jednolitego systemu ponad 3000 boi pomiarowych zlokalizowanych we wszystkich oceanach Ziemi. Są one okresowo zanurzone i dokonują pomiaru zasolenia, temperatury i innych parametrów, na głębokości 2000 m.
Naukowcy uważają, że w latach 2005-2013 w głębokich warstwach oceanu nie zgromadził się oczekiwany nadmiar ciepła. Dlatego też czynnik ten nie może wyjaśnić tak zwanej pauzy w globalnym ociepleniu.


poniedziałek, 11 sierpnia 2014

ODKRYTY NIEDAWNO PODZIEMNY OCEAN ZMIENIA TEORIĘ O CYRKULACJI WODY NA ZIEMI

Ringwoodite zatopiony w diamencie odkryty w Brazylii
Kilka miesięcy temu naukowcy poinformowali o epokowym odkryciu. Okazało się, że głęboko pod ziemią znajdują się ogromne pokłady wody. Jest jej nawet kilka razy więcej niż we wszystkich oceanach. Teraz przyszedł czas na pierwsze naukowe konkluzje wynikające z tego faktu.
To rzeczywiście zdumiewające, że jest jeszcze płaszczyzna do odkryć w zakresie cyrkulacji wody na Ziemi. Wydawało się dotychczas, że można się o tym najwyżej uczyć, a nie odkrywać, ale rzeczywistość po raz kolejny zaskoczyła.
Naukowcy z University of New Mexico pod kierownictwem Steve'a Jacobsena, zdobyli dowód na to, że na głębokości od 250 do 410 km pod powierzchnią znajduje się swoista warstwa przejściowa, którą bez zbędnej przesady można nazywać podziemnym oceanem.
Jednak nic bardziej błędnego, jeśli ktoś oczekuje, że wygląda on podobnie do tych naziemnych. Woda jest tam uwięziona w specjalnej postaci w minerale zwanym ringwoodite. Jest to możliwe, ponieważ na takich głębokościach panuje bardzo wysokie ciśnienie oraz temperatury powyżej 1000 stopni. Fragment tego materiału wydobyty w kopalni w Brazylii można było przebadać dzięki temu, że nietrwały na powierzchni minerał zastygł w diamencie.
Uczeni przebadali tak zakonserwowany ringwoodite i stwierdzili, że znajduje się w nim sporo wody. Potwierdzenie istnienia wody w takiej postaci powoduje, że konieczne było przemyślenie na nowo cyklu obiegu wody na Ziemi. Dzięki temu odkryciu został on poznany w jeszcze większym stopniu. Nie można jednak powiedzieć, że wiemy już wszystko i natura zapewne jeszcze nie raz nas zaskoczy.

 Źródło: http://zmianynaziemi.pl

wtorek, 22 lipca 2014

NAUKOWCY STWORZYLI MODEL DZIĘKI KTÓREMU BĘDZIE MOŻNA SZUKAĆ ŻYCIA NA INNYCH PLANETACH

Naukowcy z Uniwersytetu Anglii Wschodniej chcą przyspieszyć poszukiwania kandydatek na drugą Ziemię. Zauważyli, że klimat planet podobnych do Błękitnego Globu zależy od obecności oceanów. Stworzyli więc model komputerowy, dzięki któremu można będzie w prostszy sposób stwierdzić, czy na danej planecie istnieją warunki sprzyjające życiu, czy nie.
Planety pozasłomeczne podobne do Ziemi
Od dawna trwają poszukiwania kandydatek na drugą Ziemię – planet, na których kiedyś mógłby zamieszkać człowiek. Poszukiwanie obiektów ziemiopodobnych nie jest łatwym zadaniem. Sprzęt czasami zawodzi, a niezbędne w odkryciach modele komputerowe nie są idealne. Zespół naukowców z Uniwersytetu Anglii Wschodniej zauważył pewne niedociągnięcia w symulacjach i postanowił je naprawić.
Do tej pory zaniedbywano oceany
Zdaniem ekspertów (specjalizujących się w naukach matematycznych i przyrodniczych) dużym minusem dotychczasowych modeli jest to, że nie uwzględniają one oceanów. A to one odgrywają kluczową rolę w łagodzeniu warunków klimatycznych.
- Warunki, które panują na wielu planetach sprawiają, że nie można na nich zamieszkać. Niektóre znajdują się za blisko słońca, inne za daleko. Strefę zamieszkiwalną określa się więc na podstawie dystansu, jaki dzieli planetę od słońca i co stanowi najważniejszy czynnik decydujący o panujących na powierzchni temperaturach – powiedział prof. David Stevens z Uniwersytetu Anglii Wschodniej. Dodał przy tym, że ekosfera musi być określana również na podstawie obecności oceanów. – Do tej pory większość modeli zaniedbywała wpływ oceanów na klimat – powiedział.

Model, który znajdzie drugą Ziemię?
Naukowcy postanowili więc stworzyć jeszcze jeden model, który – ich zdaniem – ułatwi poszukiwanie drugiej Ziemi. Uwzględnili w nim cyrkulację oceanów, którymi pokryta byłaby hipotetyczna planeta podobna do tej, którą my zamieszkujemy. Dzięki ich symulacji uda się zbadać, jaka jest zależność między rotacją planet a przenoszeniem ciepła, który by na nich zachodził. Oczywiście transport ciepła związany byłby z istnieniem oceanu.
Prof. David Stevens podczas prezentacji wyników badań zachwalał efekt pracy swojego zespołu. Przyznał przy tym, że ma nadzieję, iż wkrótce dzięki jego symulacji uda się sprecyzować liczbę planet podobnych do Błękitnego Globu.
- Liczba odkrywanych planet, które znajdują się poza naszym układem Słonecznym, gwałtownie wzrasta. Nasz model pomoże znaleźć odpowiedź, czy na tych planetach może istnieć życie, czy przeciwnie – stwierdził naukowiec.

W czym tkwi tajemnica oceanów?
Dlaczego wpływ oceanów jest taki ważny? Ponieważ posiadają one zdolność kontroli klimatu. – Powodują, że wahania temperatury powierzchni planety są dzięki nim dość łagodne, zapewniają, że wahania temperatury są ograniczone do dopuszczalnych poziomów – sprecyzował naukowiec.
Prof. Stevens podał również przykład pewnej planety z naszego Układu Słonecznego, żeby zobrazować, znaczenie jego modelu. – Mars znajduje się w strefie zamieszkiwalnej, ale nie ma na nim oceanów – podkreślił naukowiec. – Dlatego wahania temperatur na powierzchni tej planety wynoszą aż 100 stopni – kontynuował.
Model zakłada, że oceany stabilizują klimat danej planety i uwzględnianie ich w symulacjach komputerowych jest bardzo ważne. – Ten nowy model pozwoli nam poznać klimat, jaki panuje na innych planetach – podsumował naukowiec.

ŹRÓDŁO:LOSYZIEMI.PL

sobota, 5 lipca 2014

EKOLODZY PRZESZACOWALI ILOŚĆ ŚMIECI W OCEANACH

Od kilku dziesięcioleci ekolodzy wielokrotnie alarmowali o ogromnych ilościach śmieci dryfujących po powierzchniach oceanów. Najnowsze badania wykazały jednak, że te masy odpadów są znacznie mniejsze, niż wskazywały prognozy oparte na tempie światowej produkcji tworzyw sztucznych. To odkrycie zaskoczyło naukowców, którzy próbują ustalić, w jaki sposób dematerializują się całe masy tych odpadów.
Oceaniczne śmieci
Ekolodzy i naukowcy od lat zwracają uwagę na postępujące zaśmiecanie mórz i oceanów. Ludzie produkują coraz więcej tworzyw sztucznych, a ich resztki w coraz większych ilościach spływają z opadami do rzek i mórz. Następnie działające jak gigantyczne taśmociągi prądy morskie transportują te masy opadów w rejony subtropikalne, gdzie powstają ogromne dryfujące skupiska, a nawet wyspy śmieci, takie jak Wielka Pacyficzna Plama Śmieci w północnej części Oceanu Spokojnego (między Kalifornią a Hawajami).
Już w latach 70. amerykańska Narodowa Akademia Nauk (National Academy of Sciences) szacowała, że co roku do oceanów trafia 45 tys. ton plastikowych odpadów. Od tamtego czasu światowa produkcja tworzyw sztucznych wzrosła pięciokrotnie.

Zamiast milionów najwyżej 35 tys. ton
Próbując ustalić wielkość i zakres problemu oceanicznych śmieci, ekolog z Uniwersytetu w Kadyksie Andres Cozar i jego koledzy w 2010 roku opłynęli glob, mierząc ich nagromadzenie i zbierając próbki. Przeanalizowali też dane zgromadzone w trakcie innych podobnych wypraw.
Wnioski z tych wypraw ich zdziwiły. Wykazały, że mimo ogromnego wzrostu światowej produkcji tworzyw sztucznych, od lat 70. po oceanach dryfuje obecnie od 7 do 35 tys. ton plastiku. Tymczasem według pobieżnych wyliczeń na podstawie tempa produkcji i utylizacji tworzyw sztucznych, na świecie są ich już miliony.

Zmieniają się w mikroplastiki?
Ponieważ każdy plastikowy fragment może się rozpaść na wiele mniejszych cząstek, badacze oczekiwali, że po prostu natrafią na większe ilości plastikowej drobnicy. Okazało się jednak, że również małych elementów o wymiarach nie przekraczających 0,5 cm znaleźli znacznie mniej, niż wynikałoby z przewidywań.
Odkrycie jest na tyle świeże, że na razie nie wiadomo na pewno, co się kryje za tymi tajemniczymi zniknięciami. Badacze mają jednak wstępne hipotezy. Według jednej z nich śmieci prawdopodobnie rozpadają się na coraz mniejsze fragmenty i zmieniają się w małe, niewykrywalne cząsteczki. Inna możliwość jest taka, że po prostu toną coraz głębiej w wodach oceanu.
Możliwa modyfikacja ekosystemu
Na razie trudno też ocenić, jakie mogą być ewentualne skutki każdej z tych ewentualności. Z jednej strony mniej śmieci na powierzchni wód to mniej szans na kontakt morskich organizmów z tworzywami sztucznymi. - Zanieczyszczenie wód powierzchniowych może łatwiej wpływać na oceaniczne życia w oceanie, ponieważ ta warstwa powierzchniowa jest środowiskiem dla większości organizmów – wyjaśnił Cozar.
Jednak z drugiej strony małe, planktonożerne ryby (np. świetlikowate) mogą zjadać te rozdrobnione śmieci, nazwane przez naukowców mikroplastikami. W ten sposób po pierwsze przyczynią się do jeszcze większego rozdrobnienia odpadów, a po drugie – wchłoną toksyny z tworzyw sztucznych, przez co mogą stanowić zagrożenie dla zdrowia większych ryb i zwierząt, dla których stanowią pożywienie.
- Głęboki ocean jest wielką niewiadomą. Niestety, nagromadzenie plastiku w tych głębinach będzie powodować modyfikację tego tajemniczego, największego na świecie ekosystemu, zanim zdołamy go poznać – ostrzega Cozar.

ŹRÓDŁO:LOSYZIEMI.PL

Komentarze