Pokazywanie postów oznaczonych etykietą choroby. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą choroby. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 marca 2019

POŚRÓD WIELU LĘKÓW, WYSTĘPUJĄ RÓWNIEŻ I TE, KTÓRE SĄ ZWIĄZANE Z POGODĄ. PRZYJRZYJMY SIĘ KILKU Z NICH

Na pewno każdy z nas zna osobę, która cierpi na lęk wysokości, czy lęk przed zamkniętymi i ciasnymi pomieszczeniami, są to bowiem jedne z najczęstszych fobii występujących w społeczeństwie. Istnieją również lęki przed pająkami, wężami, czy też przed ciemnością. Wśród bardzo wielu fobii trapiących społeczeństwo, wyróżnić można również kilka, które dotyczą zjawisk pogodowych. Zwykle gwałtowne zjawiska pogodowe u większości z nas powodują pewien poziom zaniepokojenia lub obawy, jednak jest grupa ludzi, która już na samą myśl o zbliżającej się burzy lub silnej wichurze jest bliska paniki. Te osoby cierpią na różnego rodzaju fobie związane z gwałtownymi warunkami atmosferycznymi. Do najczęstszych tego typu lęków należy strach przed burzą, czyli astrafobia lub brontofobia. Osoby z tym zaburzeniem jeszcze przed nadejściem burzy odczuwają bardzo głębokie zdenerwowanie i stres związany z obawą, że zostaną rażone piorunem. Towarzyszą temu objawy takie jak: nudności, płytki oddech, czy przyspieszona akcja serca. W skrajnych przypadkach może dojść nawet do utraty przytomności, czy ataku paniki. Przyczyny brontofobii upatruje się w traumatycznych przeżyciach związanych z burzą, jakie mogły towarzyszyć tej osobie w przeszłości. Mogło to być np. bliskie uderzenie pioruna, czy znalezienie się w samym centrum silnej nawałnicy. Aby pozbyć się dolegliwości, należy po prostu oswoić się z tym zjawiskiem i pamiętać o zachowaniu środków ostrożności, aby jak najbardziej zminimalizować zagrożenie. Jeśli boimy się, że uderzy w nas piorun, to pamiętajmy, że bardzo rzadko dochodzi do porażenia piorunem człowieka, a jeśli nawet do tego dojdzie to nie musi skończyć się to śmiercią. Burza to nie jedyne zjawisko, które wywołuje u niektórych osób strach. Do częstszych fobii pogodowych należy też strach przed bardzo silnym wiatrem czyli ankraofobia. Podobnie jak w przypadku burz, również i tutaj w momencie silnej wichury u ludzi borykających się z tym lękiem pojawiają się nudności, zawroty głowy, przyspieszenie akcji serca itp. W tym przypadku również przyczyna może leżeć w traumatycznych przeżyciach związanych z wichurą, jakie dana osoba doświadczyła w przeszłości. Mógł to być np. zerwany dach z domu, czy narażenie się na utratę zdrowia lub życia. Pamiętajmy, że jeśli w czasie zagrożenia będziemy zawsze stosować się do zaleceń i słuchać ostrzeżeń, to ryzyko skutków danego zagrożenia zmniejszymy do minimum.
Kolejnym przykładem opisywanych fobii jest lęk przed mgłą, czyli homichlofobia. Zjawisko mgły u większości osób również powoduje małe podenerwowanie, przez co często jest ona wykorzystywana np. wśród filmowców w horrorach, aby dodatkowo podnieść napięcie, ponieważ nigdy nie wiadomo, co wyłoni się z kołderki chmur sunącej po powierzchni ziemi. Tutaj u osób, które borykają się z tym schorzeniem występują podobne objawy, jak przy poprzednich lękach. W tym przypadku związane są one z obawą wynikającą z braku widoczności, gdyż osoby te boją się np. podróżować samochodem w trakcie, gdy występuje mgła. Może wydawać nam się to dziwne, ale istnieje również lęk przed zjawiskiem, które nie stanowi żadnego zagrożenia i niebezpieczeństwa. Mowa o eosofobii, czyli strachem przed światłem słonecznym. Osoby z tą dolegliwością prowadzą nocny tryb życia, podczas dnia z reguły śpią, a kiedy już muszą gdzieś wyjść to zakładają okulary przeciwsłoneczne lub zasłaniają oczy w inny sposób. Jak widzimy są wśród nas osoby, które panicznie boją się gwałtownej pogody, my musimy wykazać się wyrozumiałością dla nich, natomiast one muszą pamiętać, że groźna pogoda nie zawsze musi spowodować jakieś szkody, czy zagrozić ich zdrowiu, czy życiu. Są to po prostu naturalne zjawiska atmosferyczne, z którymi trzeba się oswoić, ale zawsze należy mieć do nich respekt i stosować odpowiednie środki ostrożności, tak aby czuć się jak najbardziej bezpiecznie.

ZAKAZ KOPIOWANIA BEZ ZGODY ADMINISTRATORÓW STRONY.
 Wszelkie prawa do wykresów i opisów są własnością właścicieli bloga - kopiowanie całości lub jakiejkolwiek części bez zgody administratorów to naruszenie praw autorskich zgodnie z ustawą o ochronie praw autorskich i własności intelektualnej.

czwartek, 28 stycznia 2016

GROŹNA CHOROBA W AMERYCE ŚRODKOWEJ I POŁUDNIOWEJ

Pierwsze przypadki zakażenia wirusem Zika wystąpiły w Brazylii już w maju 2015 roku, ale teraz wirus rozprzestrzenił się i obecnie pojawił się w Panamie, Paragwaju, Meksyku, Wenezueli, Gwatemali, Salwadorze, Surinamie i w Kolumbii. Zarażenie może być szczególnie niebezpieczne dla kobiet w ciąży, ponieważ wirus wywołuje deformacje płodów.
W Salwadorze, władze wezwały kobiety do powstrzymania się od zachodzenia w ciążę w 2016 i 2017 roku, ze względu na panującą epidemię wirusa Zika. Zakażenie podczas ciąży może spowodować poważne wady rozwojowe, a nawet śmierć dziecka. Zika jest uważany za przyczynę mikrocefalii, czyli małogłowia.
Wirus jest przenoszony przez komary, Aedes aegypti, które przenoszą również dengę i malarię. Objawy zarażenia to niewielka gorączka, bóle głowy, bóle mięśni i stawów, które trwają tylko przez kilka dni. Łatwo można go pomylić z grypą.
Epidemia gorączki Zika, z dużym prawdopodobieństwem może wybuchnąć ze zdwojoną siłą latem podczas Olimpiady w Rio de Janeiro. Według oficjalnych informacji WHO i Europejskiego Centrum Kontroli i Profilaktyki chorób zakaźnych, w kwietniu 2015 roku w Brazylii, a następnie w innych krajach Ameryki Południowej, zwykle dochodzi do pojawienia się większej ilości feralnych komarów, co niestety wywoła nasilenie problemu. Do tej pory odnotowano wiele przypadków w 18 stanach Brazylii.
Prawdopodobieństwo, że wirus Zika osiągnie rozmiary epidemii w mieście takim, jak Rio de Janeiro, jest niestety bardzo wysokie. Sytuację pogarsza pora deszczowa, która spowoduje, że kontrola populacji komarów Aedes aegypti, będzie bardzo trudna. Eksperci przestrzegają uczestników i turystów planujących przybycie na Igrzyska Olimpijskie w 2016 roku w Rio de Janeiro, aby podjęli wszelkie możliwe środki w celu ochrony przed ukąszenia komarów.
Źródło: zmianynaziemi.pl

wtorek, 8 grudnia 2015

GROZI NAM NOWY, NIEZWYKLE GROŹNY WIRUS?


Europejscy naukowcy odkryli nieznaną wcześniej infekcję, której źródłem jest mięso kurczaków. Wirus jest zabójczy dla ludzi i odporny na leki.
Mikrobiolodzy laboratoryjnie wykazali odporność infekcji na wszystkie znane obecnie antybiotyki, donosi The Sun. Pierwszy przypadek zakażenia wirusem zarejestrowano miesiąc temu w Chinach.
W ostatnich dniach media poinformowały o pierwszym przypadku zakażenia w Europie. Mieszkaniec Danii złapał śmiertelnego wirusa po spożyciu skażonego drobiu. Według wstępnych danych, został on sprowadzony do Danii wraz z importowanym mięsem. Należy zauważyć, że wirus powoduje ostre zapalenie płuc.
Wirusolodzy biją na alarm, wskazując na potrzebę użycia szczepionek. Wirus zawiera zmutowany gen MCR-1 i dzięki temu jest odporny na wszystkie znane leki.
„To tylko kwestia czasu, kiedy nastąpi bardziej niebezpieczna mutacja genu" - powiedział Christopher Thomas z Uniwersytetu w Birmingham.
Obecnie trwają prace nad nowym antybiotykiem. Na razie lek będzie syntetyzowany z substancji narkotycznych. 
Jeśli nie uda się go wytworzyć, infekcja może zabić miliony ludzi.

Źródło: zmianynaziemi.pl

sobota, 5 grudnia 2015

ZMIANY KLIMATU DOPROWADZĄ DO WZROSTU LICZBY ZGONÓW O 250 TYSIĘCY

Zmiany klimatu w przyszłości będą prowadzić do zwiększenia zachorowalności i śmiertelności, podaje Euronews.
Według prognoz Światowej Organizacji Zdrowia, między 2030 a 2050 roku zmiany klimatyczne przyczynią się do około 250 tys. dodatkowych zgonów rocznie z powodu niedożywienia, malarii, biegunek i problemów z krążeniem.
Zmiany klimatu będą prowadzić też do zwiększenia częstotliwości i intensywności powodzi, zanieczyszczenia zasobów wody pitnej i rozmnażania owadów, roznoszących choroby.
Źródło: zmianynaziemi.pl

wtorek, 10 listopada 2015

ZANIECZYSZCZENIE POWIETRZA PROWADZI DO GROŹNYCH CHORÓB NEUROLOGICZNYCH


Obserwacje grupy dzieci, prowadzone przez naukowców z Meksyku i ze Stanów Zjednoczonych sugerują, że zanieczyszczenie powietrza w miastach zmieniło chemię i strukturę ich mózgów. Konsekwencją długotrwałego przebywania w takim środowisku może być wysyp schorzeń neurologicznych takich, jak choroba Alzheimera.
Według specjalistów z University of Montana, zanieczyszczenie powietrza spowodowało zmiany w hipokampie dzieci. Jest to część układu limbicznego mózgu zaangażowana w mechanizmy powstawania emocji i konsolidację pamięci. Dzieci, które na pierwszy rzut oka wydawały się zdrowe, miały syndromy zaburzeń uwagi i pamięci krótkotrwałej. W testach werbalnych i testach na inteligencję, dzieci z miast również radzą sobie poniżej średniej. Objawy mogą wskazywać na wczesne stadia choroby Alzheimera.
Badacze doszli więc do wniosku, że przebywanie w miejscu o podwyższonym poziomie zanieczyszczenia powietrza wpływa na zwiększone prawdopodobieństwo zachorowań na poważne choroby neurodegeneracyjne.
Wnioski naukowców zostały opublikowane w czasopiśmie Journal of Alzheimer & Parkinson Disease.
Źródło: zmianynaziemi.pl/tylkomedycyna.pl

poniedziałek, 9 lutego 2015

LICZBA ZACHOROWAŃ NA RAKA W OKOLICACH FUKUSHIMY WZROSŁA O 6000%

Źródło: .geek.com











Jak donsi portal naturalsociety.com, zachorowania  na raka w obszarach otaczających uszkodzoną elektrownię atomową Fukushima Daiichi w Japonii  wzrosły aż o 6000%.  Jednak władze i media, udają nadal,że nic szczególnego się tam nie działo.
 Chieko Shiina, pracownik Fukushima Collaborateive Clinic mówi o eksplozji zachorowań na raka tarczycy u dzieci. Obserwuje sie też wysyp przypadków białaczki, ataków serca i innych problemów zdrowotnych. Prowadzone przez rząd Japonii i USA badania nadal są ukrywane przed społeczeństwem.
Na obszarach w pobliżu elektrowni zachorowania na raka wzrosły o ponad 6000%. Media głównego nurtu całkowicie milczą o tym fakcie. Japończycy mieszkający w okolicy feralnego zakładu twierdzą, że ​​incydent niemal zupełnie zniknął z mediów, a co najważniejsze , znika też ze świadomości ludzi. Określone przez rząd poziomy radioaktywności były już kilka razy zmieniane i ludzie niewiele już sobie z tego robią, dodatkowo nie rozumiejąc zupełnie o co chodzi z tymi bekerelami na kilogram.
Bez względu na to, czy wypadek w Fukushimie był wynikiem katastrofy naturalnej, czy też jak twierdzą niektóre teorie spiskowe, spowodowany celową podmorską eksplozją nuklearną, japoński rząd i TEPCO nie staneły na wysokosci zadania kręcąc nieustannie i oszukując ludność nie tylko Japonii ale i całego świata. Niektórzy twierdzą nawet, że są oni winni zbrodni przeciwko ludzkości.
Światowa Organizacja Zdrowia ostrzega, że ​​wszyscy doświadczymy skutków japońskiej katastrofy nuklearnej. W ciągu następnych dwóch dekad, liczba przypadków zachorowań na raka może wzrosnąć nawet o 50%. Dlaczego więc w takim razie zapominamy o Fukushime?

środa, 14 stycznia 2015

PRAWDOPODOBNIE ONDALEZIONO ŹRÓDŁO EPIDEMII WIRUSA EBOLA

Od dawna podejrzewano, że wirus Ebola pochodzi od nietoperzy. Ich mięso jest lokalnym przysmakiem w zachodniej Afryce. Wszystko wskazuje na to, że pacjent zero, który zapoczątkował epidemię to dwuletni chłopiec z Gwinei, który bawił się w wysuszonym pniu drzewa zamieszkanym również przez nietoperze.
Feralne drzewo znajdowało się w wiosce Meliandu w Gwinei. Niestety zostało spalone, więc naukowcy nie mają szansy zbadać jego wnętrze, jednak wiele poszlak wskazuje na to, że to właśnie tam zaczęły się wirusowe kłopoty zachodniej Afryki.
Dwulatek, który jest uważany za sprawcę epidemii zmarł już w grudniu 2013 roku. Wtedy jeszcze nikt nie wiedział z czym ma do czynienia i zaraz po dziecku zmarła jego siostra, a potem matka i babcia. Epidemiolodzy sądzą, że członkowie tej rodziny byli pierwszymi ofiarami trwającej tam zarazy.
Wioska Meliandu - źrólo: maps.google.com
Nie ustalono jeszcze drogi, jaką zaraził się ten dwulatek. Ogniska tej choroby u ludzi były zawsze związane z ich interakcją z dziką przyrodą, na przykład z antylopami, gorylami czy szympansami. Głównie z tego powodu w przeszłości wirus był przenoszony na myśliwych. Jednak tak naprawdę nikt nie wie, które zwierzęta są naturalnym rezerwuarem wirusa Ebola. Wszyscy jednak przyznają, że nietoperze są głównymi podejrzanymi.

wtorek, 30 grudnia 2014

NA SKUTEK "TURYSTYKI ARKTYCZNEJ" CHOROBY ZAKAŹNE ZAGROŻĄ PINGWINOM

Coraz popularniejsza turystyka antarktyczna i ocieplenie klimatu zwiększają zagrożenie pingwinów chorobami zakaźnymi.
Naukowcy sądzą, że przez długie odizolowanie gatunki antarktyczne mają słabszy układ odpornościowy.
W sezonie 2013-14 Antarktykę odwiedziło aż 37 tys. osób, w porównaniu do ok. 8 tys. dwadzieścia lat temu. Poza tym w szczytowych miesiącach przebywa tam nawet 4400 naukowców. Rozwój przemysłu turystycznego i obecność badaczy nie pozostają bez wpływu. Pingwiny są bardzo podatne na choroby zakaźne - podkreśla Wray Grimaldi University of Otago.
Artykuł z Polar Biology bazuje na danych dotyczących chorób pingwinów żyjących w niewoli. Naukowcy cofnęli się aż do 1947 r. i trafili m.in. na doniesienia o zakażeniach Salmonellą, pałeczkami okrężnicy (E. coli), a także wirusami zachodniego Nilu i z rodzaju Avipoxvirus.
Akademicy znaleźli również dowody na masowe wymierania pingwinów od 1969 r. Odpowiadały za nie różne czynniki: w 2006 r. Avipoxvirus zabił np. ponad 400 pingwinów białobrewych, a w kolejnym wybuchu ptasiej ospy 2 lata później wskaźnik śmiertelności wynosił aż 60%.
Wg Grimaldi, czynniki zakaźne mogły przybyć do Antarktyki razem z migrującymi ptakami, np. wydrzykami. Niewykluczone, że niektóre patogeny zostały zawleczone przez ludzi.
W miarę ocieplania się klimatu Antarktykę będzie odwiedzać więcej ptaków, a zasięg chorób wywoływanych przez inne zwierzęta przesunie się dalej na południe.
Nowozelandka uważa, że globalne ocieplenie niesie za sobą ryzyko pojawienia nowych pingwinich chorób i podkreśla, że należy prowadzić monitoring rejonu antarktycznego. Inni uważają, że jego uzupełnieniem powinno być wdrożenie przez sygnatariuszy Traktatu antarktycznego różnych środków zaradczych.
Norman Ratcliffe z British Antarctic Survey nie do końca zgadza się z przestrogami Grimaldi. Badacz przypomina, że nie ma zbyt wielu dowodów na to, by populacje dzikich pingwinów były szczególnie dręczone chorobami. Wg niego, operatorzy wycieczek dbają też o bezpieczeństwo fauny: przed zejściem na ląd turyści obowiązkowo odkażają obuwie, nie wolno im też zabierać produktów zwierzęcych.

Komentarze