Pod koniec 1978 roku w Polsce rozpoczęło się jedno z najbardziej znanych wydarzeń pogodowych w historii naszego kraju. Mowa o zimie, która jak się później okazało, została okrzyknięta zimą stulecia. Warto zatem przyjrzeć się bliżej tamtej sytuacji, gdyż warunki, jakie wtedy panowały zdarzają się średnio raz na kilkadziesiąt lat. Specyficzny rozkład układów barycznych nad Europą doprowadził do jednej z najbardziej śnieżnych zim w spisanej historii Polski. W wielu miejscach zostały ustanowione rekordy grubości pokrywy śnieżnej, które do dziś nie zostały pobite. Zapraszamy na szczegółowy opis tamtych wydarzeń.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z kart historii. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z kart historii. Pokaż wszystkie posty
piątek, 8 stycznia 2021
wtorek, 1 września 2020
PIĘĆ LAT TEMU PADŁ REKORD CIEPŁA DLA WRZEŚNIA
![]() |
| Źródło: ogimet.com |
Dzisiaj pogoda była typowo jesienna. W wielu miejscach kraju padał przelotny deszcz, do tego było zimno. Temperatura miała problem z przekroczeniem 20°C. W tym roku 1 września w niczym nie przypomina tego sprzed pięciu lat. Wtedy początek meteorologicznej jesieni był przedłużeniem bardzo upalnego sierpnia. Do Polski napływało niezwykle gorące powietrze, w wyniku czego pierwszego dnia września został pobity nowy rekord ciepła dla tego miesiąca. Temperatura w wielu miejscach Polski przekroczyła 35°C. W Tarnowie zmierzono 36.8°C co jest wartością rekordową. W tym roku nie mamy szans na tak wysokie temperatury, ale musimy pamiętać, że takie wartości we wrześniu są wręcz ekstremalne i podobna sytuacja może się już prędko nie powtórzyć.
Na grafice widać wartości temperatury na 10 najcieplejszych stacjach w Polsce w dniu 1 września 2015 roku.
ZAKAZ KOPIOWANIA BEZ ZGODY ADMINISTRATORÓW STRONY.
Wszelkie prawa do wykresów i opisów są własnością właścicieli bloga - kopiowanie całości lub jakiejkolwiek części bez zgody administratorów to naruszenie praw autorskich zgodnie z ustawą o ochronie praw autorskich i własności intelektualnej
poniedziałek, 13 stycznia 2020
JAK KSZTAŁTOWAŁ SIĘ KLIMAT EUROPY NA PRZESTRZENI OSTATNICH KILKUSET LAT?
Ostatnio bardzo dużo mówi się o zmianach klimatu, zatem postanowiliśmy sprawdzić, jak zmieniał się on w Europie na przestrzeni wieków. Weźmiemy pod uwagę okres sprzed tzw. Małej Epoki Lodowcowej, a następnie postaramy się przeanalizować jej przebieg oraz sprawdzimy, co działo się z klimatem po jej zakończeniu. Musimy zdać sobie sprawę, że w tamtych czasach nie dysponowano urządzeniami pomiarowymi, zatem przedstawione dane są tylko wynikami przeprowadzonych symulacji komputerowych, które pozwolą oddać ogólny zarys tego, co działo się w klimacie w przeszłości. Wszystkie mapki i wykresy, które zaprezentujemy w niniejszym poście zostały opracowane przez portal meteomodel.pl. My zajmiemy się jedynie ich analizą. Dane naniesione na mapki odzwierciedlają współczesne granice Europy, gdyż jak wiemy na przestrzeni wieków ulegały one zmianie. Zapraszamy zatem na szczegóły.
poniedziałek, 11 listopada 2019
NAJWIĘKSZE KLĘSKI ŻYWIOŁOWE W HISTORII WOLNEJ POLSKI
Polska jest jednym z najbardziej bezpiecznych państw świata biorąc pod uwagę występowanie klęsk żywiołowych. Jednak nawet i u nas zdarzają się katastrofy naturalne, które powodują ofiary i zniszczenia oraz na stałe zapisują się w historii polskiej meteorologii. W przeszłości mieliśmy bowiem do czynienia zarówno z katastrofalnymi powodziami, jak i suszami czy pożarami lasów. Zdarzały się również potężne burze a nawet tornada. Musieliśmy również stawiać czoła potężnym orkanom i gigantycznym śnieżycom. Zagrożenie niosły również lawiny. W tym artykule postaramy się przedstawić największe i najtragiczniejsze klęski żywiołowe, które wystąpiły w Polsce od 1918 roku. Na przestrzeni ostatnich stu lat, w Polsce miało miejsce wiele zdarzeń politycznych czy gospodarczych, które na stałe zapiszą się w naszej historii. Również i pogoda postanowiła zająć miejsce w kronikach historycznych. Sprawdźmy zatem, które wydarzenia pogodowe okazały się tak tragiczne, że na zawsze zapiszą się w historii Polski.
środa, 6 listopada 2019
POGODOWA PRZESZŁOŚĆ; WIELKA SUSZA I POŻARY LASÓW Z 1992 ROKU
W dzisiejszym wydaniu artykułu o wydarzeniach z przeszłości pragniemy przypomnieć lato z 1992 roku, szczególnie, że zarówno w tym, jak i w zeszłym roku zmagaliśmy się z podobnym zjawiskiem, jakie miało wtedy miejsce. Tamto lato okazało się wyjątkowo gorące i suche. Do tamtego momentu, czyli do 1992 roku, nie było na Ziemiach Polskich bardziej ciepłego lata. No chyba, że weźmiemy pod uwagę to z 1811 roku, jednak wtedy nie dysponowano jeszcze zbyt dokładnymi pomiarami. Zakładając jednak, że lato z początku XIX w. było rzeczywiście najcieplejsze w historii, to w 1992 roku ta pora roku przyniosła najwyższe temperatury od prawie 200 lat. Tamtego lata, nie dość, że było rekordowo ciepło, to też i bardzo sucho. Niedobór opadów utrzymywał się już od wiosny, co w połączeniu z letnimi upałami doprowadziło do jednej z największych susz w historii Polski, która mocno dała się we znaki rolnikom, którzy potracili swoje plony, ale też i zwykłym obywatelom, którzy musieli płacić wysokie ceny za żywność. Notowano również rekordowo niskie poziomy wód w rzekach. W Warszawie poziom Wisły obniżył się do zaledwie 68 cm (rekord został pobity w 2015 roku). W wielu miejscach kraju bardzo niski poziom wód gruntowych spowodował wyschnięcie wielu studni, przez co całe wsie były pozbawione wody. Nie ma się co dziwić takiej sytuacji, bowiem były takie miejsca w kraju, gdzie przez dwa miesiące nie spadła nawet kropla deszczu. Całości dopełniły niezwykle wysokie temperatury, które najwyższe okazały się w czerwcu i sierpniu. Pierwszy miesiąc meteorologicznego lata przyniósł dodatnią anomalię wynoszącą +1.7ºC, jednak sierpień był znacznie cieplejszy, gdyż anomalia wyniosła +2.77ºC. Z jednostopniowym odchyleniem na plus zapisał się również lipiec. W ostatnim miesiącu wakacji notowano temperatury nierzadko przekraczające 30ºC, a nawet 35ºC. Bardzo upalna okazała się końcówka pierwszej dekady sierpnia, kiedy w Kołobrzegu zmierzono 38ºC. Następna porcja niezwykle gorącego powietrza dotarła na obszar Polski pod koniec miesiąca, kiedy również w wielu miejscach termometry wskazywały ponad 35ºC. Tego lata doszło również do jeszcze jednego wydarzenia, które śmiało można nazwać bezprecedensowym. Mowa tutaj o potężnych pożarach lasów, które dotykały raz za razem najróżniejsze regiony kraju. Do najtragiczniejszego z nich doszło na terenie nadleśnictwa Kiczowa (woj, śląskie). Ogień wybuchł 26 sierpnia w godzinach popołudniowych. Temperatura przekraczająca 35ºC, oraz brak opadów i wyschnięta na wiór ściółka leśna bardzo utrudniały prace strażakom. Pożar udało się opanować dopiero po czterech dniach, jednak w jego wyniku zginęły 3 osoby, w tym dwóch strażaków. Kilkadziesiąt osób zostało rannych. Łącznie na terenie ówczesnych województw katowickiego i opolskiego w wyniku tego pożaru spłonęło ponad 10 tys. hektarów lasu. Był to największy i najtragiczniejszy tego typu żywioł w powojennej historii Polski. Do większych lub mniejszych pożarów dochodzi w Polsce co roku, szczególnie podczas okresów posuchy, jednak do tej pory żaden nie może równać się temu z końcówki sierpnia 1992 roku. Tamto lato było jednym z najcieplejszych w historii i najcieplejszym w całym XX w. Wydawać by się mogło, że cieplej już być nie może, jednak lato 1992 zostało przebite przez to z 2018 i 2019 roku, które okazały się tymi najcieplejszymi i również, podobnie jak wtedy, wyjątkowo suchymi.
ZAKAZ KOPIOWANIA BEZ ZGODY ADMINISTRATORÓW STRONY.
Wszelkie prawa do wykresów i opisów są własnością właścicieli bloga - kopiowanie całości lub jakiejkolwiek części bez zgody administratorów to naruszenie praw autorskich zgodnie z ustawą o ochronie praw autorskich i własności intelektualnej
piątek, 1 listopada 2019
WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH NA PRZESTRZENI OSTATNICH LAT
Tegoroczny dzień Wszystkich Świętych zapisał się w Polsce z umiarkowanymi temperaturami rzędu ok. 5/10ºC. Poranek w wielu miejscach przyniósł jednak dość solidny mróz sięgający w Jeleniej Górze nawet -8.7ºC Był to jeden z najzimniejszych 1 listopada od wielu lat. Czy jednak wartości odnotowane w trakcie tegorocznego 1 listopada są jednymi z najniższych, jakie kiedykolwiek zmierzono dla tego dnia? Czy też może zdarzyło się kiedyś, że dzień Wszystkich Świętych był jeszcze zimniejszy? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w niniejszym artykule, zapraszamy na szczegóły.
wtorek, 22 października 2019
POGODOWA PRZESZŁOŚĆ: POTĘŻNY ATAK ZIMY W PAŹDZIERNIKU 2009 ROKU
Po dość długiej przerwie wznawiamy artykuły z cyklu pogodowa przeszłość. Dziś zajmiemy się opisaniem wydarzenia, od którego kilka dni temu minęło 10 lat. Mowa o potężnym ataku zimy, jaki miał miejsce 14 października 2009 roku. Tamten październik w niczym nie przypominał tego, co ma miejsce chociażby w tym roku. Od samego początku miesiąca pogoda pozostawiała wiele do życzenia. Temperatury wahały się w okolicach 10/15ºC, do tego mocno wiało i było bardzo deszczowo. Jednym słowem, jesień na całego. Jednak jeszcze w pierwszej dekadzie miesiąca do Polski zawitało babie lato, co jednak ciekawe, ono również w niczym nie przypominało tego, co mamy obecnie. Wtedy trwało ono zaledwie 3 dni, ale temperatura potrafiła poszybować do ponad 20ºC. Najcieplejszym miastem okazał się Kraków, gdzie 8 października odnotowano prawie 26ºC i była to najwyższa temperatura tamtego, pamiętnego października. Sielanka pogodowa trwała jednak krótko, gdyż już od początku drugiej dekady, zrobiło się znacznie chłodniej, a do tego coraz więcej padało. Najpierw był to deszcz, związany z ośrodkami niżowymi z południa kontynentu, kiedy jednak nad Skandynawią rozbudował się potężny wyż, do Polski zaczęło napływać arktyczne powietrze z północy. W tym samym czasie w okolicach włoskiej Genui narodził się bogaty w wilgoć układ niskiego ciśnienia, który poprzez Bałkany i Nizinę Węgierską dotarł nad Ukrainę, by 14 października znaleźć się nad Białorusią. W ten sposób, oba układy współpracując ze sobą ściągały arktyczny chłód prosto nad Europę Środkową. Jak wiemy układy niżowe, które tworzą się na południu Europy są z reguły bardzo bogate w wilgoć. Tak też było wtedy. Z racji bardzo niskiej temperatury zamiast deszczu, padał śnieg i to w naprawdę imponujących jak na październik ilościach. Najwcześniej, bo już 13 października zaczęło sypać na południu i południowym-wschodzie, następnie śnieżyce objęły całą wschodnią, centralną i północno-wschodnią Polskę. Miejscami w tych regionach potrafiło spaść nawet ponad 20 cm, mokrego, ciężkiego śniegu. Tak było np. w Lublinie. Jednak zdecydowanie najmocniej atak zimy odczuli mieszkańcy Podhala i Sądecczyzny, którzy są przyzwyczajeni do śniegu w tym miesiącu, jednak wtedy, jego ilość przerosła najśmielsze oczekiwania. Tu dodatkowym czynnikiem, nasilającym opady, był tzw. efekt odwrotnego fenu. W wyniku tego na regiony podgórskie Tatr w ciągu zaledwie doby spadło ponad 50 cm śniegu. Atak zimy w tym regionie doprowadził do śmierci czterech osób, oraz odciął od świata wiele miejscowości. To nie był jednak koniec zawirowań pogodowych związanych z tym bardzo aktywnym niżem. W wyniku znacznego gradientu barycznego pomiędzy nim, a wspomnianym już wcześniej wyżem, doszło do powstania bardzo silnego wiatru, powodującego dodatkowe szkody. Wiatr był odczuwalny w całym kraju, ale szczególnie mocno dał się we znaki na północy i wschodzie, gdzie jego porywy przekraczały 100 km/h (podobnie w górach). Z racji tego, że wiało z północy, to w okolicach Elbląga, jak i w samym mieście doszło do potężnej cofki, która zalała miasto. Potrzebne były nawet ewakuacje ludności. W wyniku tego jakże gwałtownego załamania pogody, na wielu drogach w kraju wystąpił potężny paraliż komunikacyjny, problemy pojawiły się również na kolei, a setki tysięcy odbiorców nie miało prądu, nie tylko z powodu silnego wiatru, ale również przez ciężki, mokry śnieg, który spowodował łamanie drzew, gałęzi i linii energetycznych. Był to najsilniejszy, zaobserwowany atak zimy w październiku na obszarze Polski i do tamtej pory najwcześniejszy. Rekord został pobity w 2015 roku, kiedy śnieg na nizinach pojawił się 12 października. Na grafice powyżej artykułu widoczna jest sytuacja baryczna nad Europą w dniu 14.10.2009 roku. Warto też zwrócić uwagę, na poniższą mapkę, na której widać odchylenie temperatury od normy w tym dniu. W całym kraju było zimniej niż być powinno. W wielu miejscach zwłaszcza Polski wschodniej, centralnej i południowej ujemna anomalia wyniosła 7/8ºC, a lokalnie nawet 9ºC. Z racji sporego zachmurzenia, temperatury tego dnia przez całą dobę wahały się w okolicach 0ºC, duży mróz panował jedynie wysoko w górach.
ZAKAZ KOPIOWANIA BEZ ZGODY ADMINISTRATORÓW STRONY.
Wszelkie prawa do wykresów i opisów są własnością właścicieli bloga - kopiowanie całości lub jakiejkolwiek części bez zgody administratorów to naruszenie praw autorskich zgodnie z ustawą o ochronie praw autorskich i własności intelektualnej
poniedziałek, 2 września 2019
TO BYŁO NAJCIEPLEJSZE LATO OD STULECIA! JAKA POGODA PANOWAŁA PODCZAS WYBUCHU II WOJNY ŚWIATOWEJ?
"A lato było piękne tego roku". Tak brzmi maleńki fragment wiersza pt, "Pieśń o żołnierzach z Westerplatte", którego autorem jest Konstanty Ildefons Gałczyński. Rzeczywiście, lato tego najbardziej okrutnego roku w historii ludzkości można w skrócie tak właśnie opisać, bowiem śledząc dane meteorologiczne z tamtego okresu widać, że pogoda, jaka panowała w tamte wakacje zupełnie nie przypominała tego, co działo się w latach poprzednich. W tamtych czasach lata zapisywały się w większości jako zimne i deszczowe, o upale mało kto słyszał, był on zjawiskiem bardzo rzadkim i nietypowym. W 1939 roku było jednak inaczej. Od czerwca do sierpnia panowały bardzo wysokie temperatury, przekraczające nawet 30ºC, do tego bardzo mało padało, co sprawiło, że tamto lato nie dość, że było bardzo ciepłe, to jeszcze suche. To wszystko sprawiło, że zapisało się ono cieplej od normy o 1,26ºC. Z analizy danych pochodzących sprzed 1939 roku wynika, że wcześniejsze bardzo ciepłe lato na Ziemiach Polskich miało miejsce w 1834 roku. Wynika z tego że lato 1939 było najgorętsze od ponad 100 lat!. Oczywiście musimy pamiętać, że dane te nie są tak dokładne jak dzisiejsze, ponieważ w tamtych czasach nie było tylu posterunków meteorologicznych, ile jest dzisiaj. Niemniej jednak na podstawie np. zdjęć z tamtych wakacji, można wysnuć wniosek, że rzeczywiście było wtedy wyjątkowo gorąco. Świadczą o tym tłumy ludzi na plażach, oraz kąpiących się w rzekach, jeziorach i morzu. Wiemy już co działo się w pogodzie tuż przed wybuchem II wojny światowej. A jaka była pogoda w momencie wybuchu konfliktu, 1 września 1939 roku? Z danych archiwalnych wynika, że znajdowaliśmy się wtedy pod wpływem wyżów, które objęły swym zasięgiem prawie całą Europę, z wyjątkiem Wysp Brytyjskich. Z tego też powodu na początku września temperatury wahały się w przedziale 22/24ºC, jednak z każdym dniem robiło się coraz cieplej i 4 września we Wrocławiu było już 30ºC. Taka gorąca pogoda utrzymała się do końca pierwszej dekady września, po czym przez kraj przetoczył się front atmosferyczny z ulewami i burzami, kończąc letnią pogodę i na dobre rozpoczynając jesień. Pomimo gorącej pierwszej dekady, cały wrzesień zapisał się jako miesiąc w okolicach normy wieloletniej. Musimy też pamiętać, że podane wartości temperatur, również nie muszą być do końca miarodajne, gdyż już na początku konfliktu wiele posterunków meteo zostało poważnie uszkodzonych lub zniszczonych.
Na grafice prezentujemy sytuację baryczną nad Europą dnia 1.09.1939 roku.
ZAKAZ KOPIOWANIA BEZ ZGODY ADMINISTRATORÓW STRONY.
Wszelkie prawa do wykresów i opisów są własnością właścicieli bloga - kopiowanie całości lub jakiejkolwiek części bez zgody administratorów to naruszenie praw autorskich zgodnie z ustawą o ochronie praw autorskich i własności intelektualnej
wtorek, 30 lipca 2019
POGODOWA PRZESZŁOŚĆ: DERECHO Z 2009 ROKU
Kilka dni temu, a konkretnie 23 lipca minęło dokładnie 10 lat od jednej z najpotężniejszych burz, jakie kiedykolwiek nawiedziły nasz kraj. W związku z tą rocznicą, w naszym cyklu artykułów o wydarzeniach z przeszłości, opiszemy to co działo się tego pamiętnego dnia. Zjawisko, które w tym dniu doprowadziło do gigantycznych spustoszeń i śmierci siedmiu osób nosi nazwę derecho. Dla mniej wtajemniczonych, przypominamy, że jest to rozległa i długotrwała burza z huraganowym wiatrem, zajmująca spory obszar i przemierzająca kilkaset kilometrów. Związana jest ze zjawiskiem bow echo lub z linią szkwału. Wspomniane wcześniej bow echo widoczne jest na radarach, jako wygięty łuk, co widać na skanie radarowym z dnia 23 lipca 2009 roku, czyli wtedy, kiedy struktura znajdowała się nad naszym krajem. Jak doszło do powstania tak olbrzymiego jak na polskie warunki żywiołu? Tego dnia nad Europą Środkową doszło do bardzo rzadkiej sytuacji meteorologicznej, co spowodowało niezwykle dogodne warunki do powstania ekstremalnie silnych burz. Jak doskonale wiemy, w porze letniej często dochodzi nad naszym krajem do zderzania różnych mas powietrza, w wyniku czego tworzą się burze. Jedne bardziej gwałtowne, inne mniej. Jest to normalna sytuacja dla naszej strefy klimatycznej. Wtedy było jednak zupełnie inaczej. Zbieg wielu czynników spowodował, że ten dzień na stałe zapisał się na kartach historii polskiej meteorologii. Ale po kolei. 23 lipca nad obszar Europy Środkowej, napłynęło bardzo gorące powietrze zwrotnikowe z południa. Tuż przed wschodem słońca temperatury w znacznej części kraju wynosiły 18-20ºC, co oznacza, że miejscami była to noc tropikalna. W miarę upływu godzin następował bardzo gwałtowny wzrost temperatury, aż w najcieplejszym momencie dnia na południu słupki rtęci na termometrach wzbiły się do 35 kreski. Jak się później okazało, był to najcieplejszy dzień lata 2009 roku. Jednak sam upał nie wystarczy, aby powstała burza takich rozmiarów. Ważne jest, że adwekcja zwrotnikowego powietrza odbywała się głównie w dolnej warstwie troposfery, co było główną przyczyną dużego pionowego gradientu temperatury, który z kolei spowodował wysoki wskaźnik CAPE dochodzący w południowo-zachodniej Polsce do 2200-2300 J/kg. Nie są to jakieś ekstremalne wartości, ale wystarczające, aby zainicjować silną konwekcję. W tym wypadku główną rolę odgrywało nie tyle CAPE, ile silna niestabilność termodynamiczna, oraz potężne pionowe uskoki wiatru. Do tego nałożyła się jeszcze silna strefa konwergencji wiatrów ( strefa zbieżności wiatrów), przed chłodnym frontem atmosferycznym. Ów front w godzinach porannych 23 lipca znajduje się nad Niemcami. Za nim płynie chłodniejsze o ok. 20ºC powietrze polarnomorskie. Masa powietrza napływająca do Polski, poza tym, że była gorąca, to stosunkowo sucha, szczególnie na wysokości izobarycznej 850-700 hPa. Taka sytuacja doprowadziła do pojawienia się silnych prądów zstępujących. Po rozpoznaniu warunków wiatrowych na poszczególnych poziomach atmosfery widać wyraźny wzrost prędkości wiatru wraz z wysokością. Podczas, gdy na wysokości 850 hPa jego prędkość to ok.15 m/s, to na 300 hPa sięga już ponad 30 m/s. Dodatkowo widoczne są wyraźne kierunkowe uskoki wiatru. W czasie gdy na dole przyjmuje on kierunek południowy, to w środkowej troposferze jest zachodni. W dużej mierze te kierunkowe uskoki wiatru w połączeniu z odpowiednimi warunkami termodynamicznymi doprowadziły do powstania linii szkwału z wbudowanym bow echo a w konsekwencji derecho. Prześledźmy teraz przebieg tego wydarzenia. Wszystko tak naprawdę zaczęło się ok godziny 15 nad Bawarią, gdzie w przedfrontowej strefie zbieżności wiatrów zaczynają powstawać pierwsze komórki burzowe, z czasem coraz bardziej się rozwijając. Nad północno-zachodnimi Czechami zaczyna już kształtować się wyraźna linia szkwału, która przemieszcza się w kierunku Polski, coraz bardziej się rozwijając. Około godziny 18 widać już było ogromny układ MCS z wbudowaną linią szkwału, która rozciągała się od Ziemi Lubuskiej, przez całe Czechy i dochodziła aż do północnej części Austrii. Burza mocno rozbudowywała się od strony północnej i coraz bardziej zagrażała Polsce. Gdy system dochodzi do Legnicy, zaczyna tworzyć się struktura bow echo. Wiatr dochodzi już do 130 km/h. Ale nie można wykluczyć, że miejscami jest jeszcze silniejszy. System wędruje na północny wschód a największe spustoszenia pozostawia w województwie dolnośląskim i wielkopolskim, ale ucierpiało też m.in łódzkie i mazowieckie. Do Warszawy dociera po ok. 5 godzinach i wtedy zaczyna słabnąć, ale jego pozostałości następnego dnia rano widoczne są na północnym-wschodzie kraju. Burza łącznie przemierzyła ponad 500 km i trwała ok 6 godzin. Średnia prędkość wiatru w jej obrębie wyniosła 90 km/h a porywy mogły osiągnąć nawet 130-150km/h. To wszystko sprawiło, że zjawisko śmiało można zaklasyfikować jako derecho. Poza gigantycznymi zniszczeniami w Polsce zginęło 7 osób a ponad 80 zostało rannych. Musimy też pamiętać, że tego typu zjawiska choć rzadkie, mogą jeszcze niejednokrotnie pojawić się w naszym kraju. Podobne zjawisko, ale o nieco mniejszej sile wystąpiło w lipcu 2002 roku, ale też i całkiem niedawno, bo w sierpniu 2017 roku i z pewnością możemy powiedzieć, że kiedyś w przyszłości nadejdzie coś podobnego, dlatego pamiętajmy, aby zawsze traktować poważnie wszelkie ostrzeżenia dotyczące niebezpiecznych zjawisk. Dzięki temu możemy uratować swoje zdrowie a nawet życie, szczególnie, że dziś mamy lepiej rozwinięty system ostrzeżeń niż 10 lat temu.
ZAKAZ KOPIOWANIA BEZ ZGODY ADMINISTRATORÓW STRONY.
Wszelkie prawa do wykresów i opisów są własnością właścicieli bloga - kopiowanie całości lub jakiejkolwiek części bez zgody administratorów to naruszenie praw autorskich zgodnie z ustawą o ochronie praw autorskich i własności intelektualnej
niedziela, 21 lipca 2019
POGODOWA PRZESZŁOŚĆ: ROK 1934 I JEDNA Z NAJWIĘKSZYCH POWODZI W HISTORII POLSKI
Pogodowa przeszłość. Tak będzie nazywał się nasz nowy cykl artykułów, w którym opisywać będziemy największe i najważniejsze pogodowe wydarzenia, które na stałe zapisały się w historii naszego kraju. Dzisiaj zajmiemy się analizą jednej z największych powodzi, jaka kiedykolwiek miała miejsce na Ziemiach Polskich. Jak z pewnością wielu z Was wie, największe powodzie w naszym kraju związane są z niżami Genueńskimi, nie inaczej było wtedy. Jednak tamtego lata, 85 lat temu, do kataklizmu doprowadził bardzo nietypowy rozkład układów barycznych nad Europą. Spróbujemy teraz po kolei przeanalizować to co działo się wtedy na naszym kontynencie. Główną przyczyną powodzi był niezwykle ulewny deszcz, który przetaczał się przez południową Polskę w dniach 13-17 lipca 1934 roku. Żeby jednak dokładnie zrozumieć, skąd wzięły się te opady, musimy cofnąć się o kilka dni. Naszą analizę zaczniemy od 10 lipca. Lokalizacje układów barycznych, jakie podajemy uwzględniają dzisiejsze granice Europy. Jak wyglądał wtedy rozkład ciśnienia nad Europą? Przeglądając dane archiwalne z tamtego okresu można zauważyć, że tego dnia w zachodniej części Atlantyku, na południe od Grenlandii zaczyna rozwijać się układ niskiego ciśnienia. W tym samym czasie nad Wyspami Brytyjskimi widoczny jest stabilny wyż, co sprawia, że układ niżowy znad Atlantyku nie ma możliwość dalszej wędrówki na wschód Europy. W kolejnych godzinach obszar wysokiego ciśnienia obejmuje również zachodnią Skandynawię, tworząc tym samym solidną blokadę dla coraz silniejszego niżu atlantyckiego. W takiej sytuacji dochodzi do adwekcji zimnych mas powietrza z północy, które poprzez Skandynawię, Europę Środkową i Bałkany docierają nad Morze Śródziemne, co skutkuje powstaniem na tym akwenie układu niżowego. W kolejnych dniach układ ten zaczął wędrować na północ, poruszając się tradycyjną trasą, czyli tzw. szlakiem Vb (według Van Bebbera). Niże idące tą trasą przemieszczają się zwykle znad okolic Zatoki Genueńskiej, poprzez Nizinę Węgierską w kierunku Europy Środkowej i Wschodniej. W tym samym czasie nad Rosją tworzy się gigantyczny wyż, który sięga aż nad Morze Czarne. Taka sytuacja powoduje napływ z tamtego kierunku w naszą stronę ciepłego i wilgotnego powietrza. Niż w tym czasie znajduje się nad Bałkanami. To wszystko sprawia, że już ok. 10/11 lipca nad południową Polską przechodzą aktywne komórki burzowe z ulewnymi opadami. Od tego momentu deszcz pada coraz mocniej, towarzyszą mu również gwałtowne burze. Niż zostaje z obu stron przyblokowany przez obszar z wysokim ciśnieniem. Po kilku dniach jednak zdołał znad Bałkanów przemieścić się nad Zachodnią Ukrainę, gdzie znajdował się 14 lipca. Tam się jednak znowu zatrzymał zrzucając na Polskę gigantyczne ilości wody. Deszcz padał nieprzerwanie 5 dni, każdej doby zrzucając średnio ok 50 mm wody. Jednak były miejsca, gdzie za 24 godziny spadało nawet ponad 200 mm. Najsilniejsze opady skoncentrowały się na dorzeczu Raby, Dunajca, Skawy i Wisłoki. Na Halę Gąsienicową spadło 255 mm deszczu w ciągu jednej doby. Rekord ten został pobity dopiero w 1973 roku. Te wszystkie czynniki doprowadziły do niespotykanej nigdy wcześniej powodzi. Wylało wiele górskich rzek, w tym Dunajec, Poprad, Wisłoka i Wisłok. Woda zalała m.in. Zakopane, Nowy Targ, Rzeszów, Nowy Sącz. Dotkliwe straty poniósł również Tarnów. Fala kulminacyjna dotarła też do Warszawy ale nie wyrządziła miastu szkód, gdyż Wisła przerywając wały zalewała miejscowości, leżące przed Warszawą, tym samym fala do stolicy dotarła znacznie osłabiona. Na Podhalu nurt rzek był tak silny, że porywał całe domy. Ludzie stracili dorobek całego życia. Łącznie w Polsce woda zniszczyła ok 22 tysiące budynków, 170 km dróg i 80 mostów. Zginęło 55 osób a straty wyceniono na 60 milionów złotych, liczonych w ówczesnej walucie.
Na mapce poniżej widoczna jest sytuacja baryczna nad Europą w dniu 14 lipca 1934 roku, kiedy układ niżowy znajduje się w zachodniej części dzisiejszej Ukrainy.
ZAKAZ KOPIOWANIA BEZ ZGODY ADMINISTRATORÓW STRONY.
Wszelkie prawa do wykresów i opisów są własnością właścicieli bloga - kopiowanie całości lub jakiejkolwiek części bez zgody administratorów to naruszenie praw autorskich zgodnie z ustawą o ochronie praw autorskich i własności intelektualnej
Subskrybuj:
Posty (Atom)







